06.12.2008

Jeszcze raz o Atyrau

Привет !

Na wieści z Chromtau musicie niestety poczekać do następnego razu. Teraz bowiem chce opisać żywe wciąż jeszcze we mnie wydarzenia sprzed dwóch tygodni. Otóż w dniach 18-19 XI w Atyrau odbył się przedadwentowy zjazd* wszystkich misjonarzy i wolontariuszy z Administratury Apostolskiej Atyrau. Dotychczas dwa razy w roku na takie spotkanie zjeżdżali sami kapłani, w tym roku po raz pierwszy uczestniczyły w nim też siostry zakonne i świeccy.


Zaczęło się we wtrorek uroczystym obiadem (który wcześniej przygotowywały nasze dzielne Panie**). Ci, którzy po wielogodzinnej podróży*** nie byli na tyle cwani, żeby rozsiąść się wygodnie w pokoju gościnnym i odpocząć po trudach podroży, zostali zaprzęgnięci (nie spodziewając się czekających ich udręk) do pracy w kuchni, gdzie czekał ich płacz i zgrzytanie zębów (nie wiem czy komuś rzeczywiście zgrzytały zęby, za to ja naprawdę płakałem, ale jak wspomnę,że to przez cebule to cała narracja straci swoją dramaturgię, przyjmijmy więc wersję pośrednią - to ze wzruszenia).
Czas ten był dla nas okazją nie tylko do poznania się ( większa część zgromadzonych pracuje w Kazachstanie zaledwie od kilku miesięcy), ale też do wspólnej modlitwy (adoracja, możliwość spowiedzi, Eucharystia), a dla kapłanów także do bezpośredniego podzielenia się trudami swej pracy, radościami oraz trapiącymi ich problemami. Wtorkową kolację zwieńczyły życzenia dla ks. biskupa (obchodzącego kilka dni później imieniny), po których nastąpiło wspólne, mniej lub bardziej miłe dla ucha, wykonywanie pieśni, piosenek, piosnek i przyśpiewek wszelkiej prowenencji (weselnych, góralskich, biesiadnych itd. – ludzie, no czego tam nie było... ). Na szczęście akompaniowała nam cudnie na gitarze s. Filipa. Hitem wieczoru została dedykowana ks. Januszowi (z Chromtau) piosenka o Białym Misiu, wykonana przez nasze Warszawianki i s. Weronikę (ach, jakże rozbudowany był ten układ choreograficzny, że tez zdążyły go opanować w 3 dni).
Po wieczerzy śmiertelnicy udali się na spoczynek, ale nasze dzielne oazowiczki czuwały na posterunku (czyli w kuchni), coby następnego dnia nie zabrakło nikomu chleba, gruli ... i sałatki jarzynowej. Jeszcze tylko Eucharystia z jutrznią (po polsku !!!), śniadanie, ostatnie rozmowy i pierwsze pożegnania, obiad już w niepełnym składzie i ... powrót do parafii i codziennej pracy. No właśnie. Parę słów o tych parafiach i tych, którzy tam posługują, byście mieli lepszy obraz całej Administratury

W Atyrau, gdzie rezyduje ks. bp Janusz Kaleta pracuje ks. Piotr Kluza, siostry Elżbietanki (s. Filipa, s.Zyta, i s. Weronika) no i wolontariuszki z Ruchu Światło-Życie, Jowita i Justyna.
W Uralsku proboszczem jest ks.Jan Trela, któremu od niedawna pomagają Słowacy: wikariusz - ks. Peter Sakmar oraz świeccy wolontariusze - Tomas i Ewa.
W Aktjubińsku pracujący kapłani i świeccy należą do Neokatechumenatu. Proboszczem (i najdłużej przebywającym w Zachodnim Kazchstanie kapłanem) jest ks. Tadeusz Smereczyński, który do Atyrau przyjechał sam, choć w parafii ma też wikariusza (ks. Piotr Jabłoniec przebywa na leczeniu w Polsce, prawdopodobnie pogryziony przez tarantulę) a także rodzinę misyjną (Włosi), cztery świeckie misjonarki z Hiszpanii (nauczycielki dzieci z rodzin misyjnych) oraz tzw. wędrownych katechetów (ks. Zbyszek, Maria i Damian przyjeżdżają kilka razy w roku).
W Chromtau jest ks. Janusz Potok i moja skromna osoba.
Na samotnym posterunku w Kulsarach jest ks.Cezary Komosiński, Wikariusz Generalny Administratury.
W Aktau pracuje ks. Aleksander Kalinouski z Białorusi, którego wspomagają świeccy misjonarze z Neokatechumenatu: Pan Edward, Pani Helena i Pani Bożena, a niedługo prawdopodobnie także rodzina misyjna.

„Żniwo wprawdzie wielki, ale robotników mało” ... To spotkanie w Atyrau pokazało mi jak ważna jest modlitwa o nowe powołania do pracy w Zachodnim Kazachstanie. Tu dość często zmieniają się kapłani, a co dopiero wolontariusze. A trzeba pamiętać, że teren Administratury jest dwa razy większy od Polski !!! Potrzebna jest więc w pierwszym rzędzie modlitwa o kapłanów, którzy byliby gotowi przyjechać tu i pełnić posługę na wcale nie łatwym terenie. Ale jest też potrzebna Wasza modlitwa o nowych wolontariuszy z Ruchu Światło-Życie, którzy już teraz zaczęliby się przygotowywać do wyjazdu za rok, by dzieło było kontynuowane. Sam widzę po sobie, jak trudno jest być tutaj, bez wcześniejszego przygotowania, chociażby językowego. W końcu potrzebna jest też modlitwa za pracujące tu osoby i za ten Kościół, ciągle jeszcze mam wrażenie, „raczkujący”, rozwijający się, ale o olbrzymim moim zdaniem potencjale.
Dla mnie to spotkanie było bardzo ważne i budujące. Przede wszystkim zobaczyłem znowu Żywy Kościół, Powszechny Kościół, w którym kapłani, osoby konsekrowane i świeccy w różnym wieku, z różnych krajów i miejsc, z różnych ruchów czy wspólnot w duchu jedności pracują w tej samej drużynie - Chrystusa Jezusa.

W Waszych więc rękach (a może inaczej mówiąc – w Waszych różańcach) w dużej mierze leży los tego Kościoła i tych, którzy tu pracują ...

Pozdrawiam i obiecuję, że następnym razem już o Chromtau

Przemek

* można to nazwać zjazdem bądź spotkaniem rekolekcyjno-integracyjnym
** czyli supersiostry i superwolontariuszki J&J
*** w naszym przypadku prawie całodobowej – najpierw z Chromtau do Aktjubińska, potem 15 godzin pociągiem do Atyrau

Brak komentarzy: