27.02.2010

Na pożegnanie zimy

Od zima
Rocznica śmierci ojca Franciszka Blachnickiego. Delegacja naszej wspólnoty pojechała z księdzem Jarkiem i Basią na Kongregację Odpowiedzialnych na Jasną Górę. Proszę w modlitwie, aby Sługa Boży wstawiał się za nami i wybłagał dla nas wszystkich dary Ducha Świętego, żebyśmy słuchali Słowa Bożego i wypełniali je posłusznie.
Od zima
Żeby wyjechać do Częstochowy ks. Jarek musiał wydobyć naszego busa z Oleszkowiec. Dosłownie! W poprzednią niedzielę przejechał jeszcze do wioski, a półtorej godziny później – po mszy świętej – tak „zaduło” (czyt. zawiało) drogę, że trzeba było samochód zostawić u kogoś na podwórzu. Do czwartku nie dało się drogi odśnieżyć(spychaczami!). A w środę wyjeżdżali…Trzeba było zrobić nowy „przekop” przez śnieg – i polami udało się przejechać.
Od zima
Wczoraj z kolei – kiedy już wszystko się topi – jadąc tam na pogrzeb, na tej „nowej drodze” w polu zobaczyłem już tylko grząskie błoto. Na szczęście odśnieżyli jednak w końcu drogę.
Od zima

Na pożegnanie zimy trzeba przyznać, że i nam tutaj jak wszędzie dała się we znaki. Czasem trzeba było w śnieżycy jechać do wioski na saniach, czasem na piechotę (nasza ekstremalna Moskaliwka - jutro mam tam iść na mszę niedzielną…Tym razem błoto – może w walonkach?).
Od Kolęda
Znów kolejne dwa nasze stare samochody zepsuły się na poważniej. Czasem komuś Niva potrafi odmówić posłuszeństwa i wjechać pełna dzieci wracających z Dnia Wspólnoty Dzieci do rowu pełnego śniegu (to nie ja – to kleryk Vadim:)). Oj! A zakopanie się w śniegu czy „zawiśnięcie” na nim na środku drogi to coś normalnego. Zawsze wozi się ze sobą łopatę (a przyda się czasem popiół w torbie w bagażniku). Dobrze, że wszyscy sobie pomagają. Zresztą często inaczej by nas nie ominęli.
Od zima

A święty Mikołaj, do którego modliłem się publicznie w Adwencie o nową Nivę jakoś się nie spieszy… A może Mu pomożecie? Np. możecie w tym roku przekazać 1% od podatku z 2009 roku także na naszą działalność. Fundacja ‘Światło-Życie” chce przekazać nam środki, jakie przeznaczycie na nią z dopiskiem „Ukraina” (nr KRS 0000071891). A może ktoś jednak ma zbędny samochód terenowy? Rozejrzyjcie się po podwórkach:). Budowa też dzięki Waszej pomocy mocno ruszyła naprzód.
Od foldery - 1 procent 2009

Teraz już na szczęście „tylko” roztopy. Nasze „Masziny” muszą tylko się zamienić na amfibie. Powódź to u nas nie grozi tak jak w Polsce. Tym razem nasze podolskie pagórki będą nam pomocne, żeby szybko tę wodę przekazać dalej rzeczką Smotrycz do Dniestru. Problem jest za to z drogami. Jeśli mówiłem komuś, że drogi tutaj są nie najgorsze, to po zimie muszę to odwołać.
Od zima

Praca idzie w całej pełni. Był i u nas Diecezjalny Dzień Wspólnoty z księdzem biskupem Leonem, i Szkoła Animatora, i parafialny Kurs Filip, i parafialny Dzień Wspólnoty Dzieci.
Od Murowane Kuryłowce i Wyszniolczydajew
Ksiądz Paweł u siebie w MurKur też pracuje: dopiero zasiewa ciągnąc dalej pracę swoich poprzedników, (choć niestety – przez ostatnie 1,5 roku dojeżdżali tam tylko księża skądinąd – więc jest sporo zaległości). Przez cały Post sam prowadzi rekolekcje ewangelizacyjne w każdej wiosce, gdzie są katolicy. Nawet, jeśli przychodzi tylko kilkanaście babć! To jest ta postawa, którą tu trzeba przyjąć. Jak powiedziała mi Weronika z Domowego Kościoła kiedy przywoziłem ją po katechezie w kilku domach w Naftuliwce (chodząc od chaty do chaty): „Jeśli do katolików byśmy nie poszli – to, do kogo będziemy chodzić? Jeśli my do nich nie pójdziemy, to, kto do nich pójdzie?” To jest ewangelizacja „po krańce świata”!
Od Kurs Filip w parafii
Ks. Jarek w naszej parafii po 10 latach już trochę zbiera owoce swojego zasiewania. Parafialny Kurs Filip, na który przychodził od 45 do 80 osób (i to tylko ok. 5 dzieci, 7 nastolatków i tyle samo „babć”, a reszta w „kwiecie wieku”!!!) prowadzony był przez samych parafian, którzy już wcześniej dobrze poznali ten kurs. Jarek, ja i Basia tylko mówiliśmy po jednej konferencji, a resztę i całe prowadzenie – oni. I wielka radość uczestniczących. I ważne wielkie spowiedzi…
Od Kurs Filip w parafii
No ja też mówię. Mówię katechezy, kazania i konferencje po ukraińsku. Coraz więcej. Trudne i zajmujące to jest czas: przygotowywać po polsku, dawać do tłumaczenia i potem na podstawie tekstu starać się mówić „żywo”. Ale jakoś wychodzi. Mówię i do dzieci i do dorosłych. Tylko dzieci czasem mam wrażenie, że mnie nie rozumieją. Jednak miejscowa nauczycielka pocieszyła mnie, że ona na swoich lekcjach biologii często też ma takie wrażenie. A i odważyłem się już mówić w zwykłe dni kazania przygotowane wcześniej, ale po ukraińsku i „z głowy”.
Od Kurs Filip w parafii
Na prośbę samych parafian z Domowego Kościoła znów jak w Adwencie są wielkopostne spotkania biblijne po wsiach. Gdzie się nie zakończyło jeszcze – to dalej 4 spotkania nad ewangelią św. Łukasza, a gdzie indziej – ciąg dalszy: 8 spotkań o podstawach życia chrześcijańskiego (św. Jana). Ksiądz w niedzielę mówi wprowadzenie, a potem animatorzy jadą lub idą do wiosek. To jest realizacja wizji parafii Sługi Bożego księdza Franciszka. Parafianie wyszukują i ewangelizują parafian. Ksiądz wszędzie sam nie trafi. A przez cały Wielki Post w kościele codziennie są dyżury od 9 do 18 i ludzie trwają w modlitwie o nawrócenie grzeszników!
Od zima
Oby tak dalej.
Oby do wiosny! Przypomnijcie sobie naszą piosenkę o wiośnie.
ks. Piotr

15.02.2010

Mission: Oasis. Life Friendly Solution

Rekolekcje I stopnia w języku angielskim

KROŚCIENKO 2010


W trwającym roku formacyjnym podążamy za słowami Chrystusa: Czyńcie uczniów ze wszystkich narodów. To wezwanie staje się rzeczywistością w działaniach misyjnych Ruchu Światło-Życie. W ubiegłym roku w Polsce rekolekcje I stopnia przeżywali Chińczycy; Ruch dotarł do Kenii, a w Turkmenistanie odbyły się po raz pierwszy rekolekcje oazowe. Moderatorzy oraz animatorzy docierają z charyzmatem Światło-Życie również bliżej: do Hiszpanii, na Litwę, Łotwę czy Ukrainę. Głoszą Dobrą Nowinę o Bożej Miłości w oparciu o formację oazową. Cieszą też działania ewangelizacyjne podjęte wśród polskiej emigracji w Niemczech, Anglii czy Norwegii.

Szczególnym znakiem czasu dla naszego Ruchu jest powstanie Diakonii Misyjnej, której charyzmat odkrywamy w ewangelizacji ad extra, czyli poza granicami Polski. Działania podejmowane z jej inicjatywy są niezmiernie ważne, ale nie znaczy to, że jako Ruch, wreszcie jako Kościół jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za tych ludzi, którzy, może po raz pierwszy usłyszeli o Chrystusie. Czy mają zostać z tym sami? Myślę, że każdy z nas może mieć udział w umożliwieniu tym osobom przybliżenia się do Boga i poznania Ruchu Światło-Życie. Potrzeba im świadków Żywego Kościoła, doświadczenia wspólnoty, bo „człowiek współczesny bardziej wierzy świadkom, aniżeli nauczycielom, bardziej doświadczeniu, aniżeli doktrynie, bardziej życiu i faktom, aniżeli teoriom. Świadectwo życia chrześcijańskiego jest pierwszą i niezastąpioną formą misji” (Redemptoris Missio 42). Trzeba więc inicjatywy, która umożliwiłaby tym, którzy poznali już Chrystusa pójście o krok dalej i przyjęcie Go jako Pana i Zbawiciela.

Dlatego pragniemy w III turnusie w Krościenku przeprowadzić rekolekcje I stopnia w języku angielskim pod hasłem „Misja: Oaza” kierując je do obcokrajowców, szczególnie do:

· Osób związanych ze wspólnotami Ruchu poza Polską, ale nie mających możliwości przeżycia rekolekcji oazowych we własnym języku.

· Osób posłanych przez polskich misjonarzy lub innych księży pragnących zaszczepić charyzmat Światło-Życie w swoich parafiach/diecezjach np. Chiny, Kenia.

Zapewne koszt udziału w rekolekcjach dla osób z Europy Zachodniej nie będzie stanowił problemu, jednakże osoby pochodzące z Europy Wschodniej, Azji czy Afryki potrzebują naszego wsparcia finansowego. Proszę, więc o podjęcie odpowiedzialności za stronę materialną tego dzieła.

ks. Adam Wodarczyk

Zgłoszenia na rekolekcje:
Marcin Skłodowski
Diakonia Misyjna Ruchu Światło-Życie
+48 502 621 490
diakoniamisyjna(at)gmail.com
www.misje.oaza.pl

Wpłat można dokonywać na konto:
Ośrodek Fundacji "Światło - Życie" PRAGA w Warszawie
ul. Floriańska 3; 03-707 Warszawa;
Lukas Bank S.A. nr: 48 1940 1076 3068 1040 0002 0000
z dopiskiem: misja oaza

13.02.2010

Życzenia z Kenii

Witajcie!

Kenijska wspólnota w Mitunguu wciąż nas zaskakuje. Na Święta przysłali kartkę z życzeniami, na której podpisali się wszyscy - możecie sobie poczytać i poznać ich. Zwróćcie uwagę, że życzenia kierowane są "do wszystkich członków Ruchu Światło - Życie w Polsce". Także wszyscy możecie czuć się ujęci :)


Razem z kartką przysłali też list, który w w wolnym tłumaczeniu brzmi tak:

"Witam Cię w imię Pana, mojego Boga. Jak się macie? Ruch w Kenii ma się dobrze. Wciąż spotykamy się w każdy poniedziałek, czytamy (Słowo Boże - przyp. tłum) i dzielimy się na dwie grupy dyskusyjne. Następnie każdy członek dzieli się, w jaki sposób to czytanie dotyka jego/ją w codziennym życiu, gdzie szukamy pomocy (u Boga) oraz czy pomaga On nam od razu czy długo czekamy. Potem śpiewamy pieśni uwielbienia i modlimy się. Na koniec jedna osoba dzieli się tym, czego Bóg dokonał w jej życiu w poprzednim tygodniu.
Prosimy o wskazówki co do przyszłości naszej grupy. Módlcie się za nas, tak jak my modlimy się za członków Ruchu na całym świecie.

Dziękuję z góry.
Odpowiedzialny Ruchu Światło - Życie w Kenii,
David Kinyua Rware"


Przemycę jeszcze odrobinę osobistych przemyśleń. Wspólnota w Mitunguu jest dla mnie niesamowitym znakiem działania Pana Boga. Byliśmy z nimi raptem 6 tygodni, a jadąc tam nie nastawialiśmy się na zakładanie wspólnoty. Poprosił nas o to na miejscu ks. Francis. Nie mieliśmy ze sobą żadnych materiałów formacyjnych, żadnych konspektów, ani nawet piosenek po angielsku. Każde spotkanie przygotowywaliśmy "z niczego", na gorąco. A jednak nie było to "z niczego", tylko z Bożej łaski. Nie wiedzieć czemu, motywem powtarzającym się w tych kilku spotkaniach, które dla nich poprowadziliśmy, było ziarnko gorczycy i budowanie królestwa Bożego. Wtedy mogłam zobaczyć początek tej przypowieści - rodzenie się czegoś w ludzkich oczach nieporadnego, małego i słabego.
Szczerze mówiąc, nie wierzyłam że te poniedziałkowe spotkania "pociągną" dłużej niż miesiąc po naszym odjeździe. A jednak Pan Bóg daje wzrost - z ziarenka rośnie drzewko. Rzecz dla mnie niemożliwa staje się rzeczywistością. Wspólnota w grudniu wyszła do innych parafii, żeby ewangelizować.

Naszej młodziutkiej siostrzanej wspólnocie w Kenii mogę powtórzyć za św. Pawłem:
"Dlatego nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale - jak jest naprawdę - jako słowo Boga, który działa w was wierzących." (1 Tes 2, 13)

Bogu niech będą dzięki!
Kasia

07.02.2010

Zimowy Kazachstan














Szczęść Boże! To mi się narobiło zaległości w pisaniu… i gdy jedni pytają, kiedy pojawi się coś nowego na temat Atyrau i zachodniego Kazachstanu, inni zawczasu obawiają się, żeby to „coś” nie było za długie, bo kilometrowe posty podobno odstraszają czytelników. Postaram się zatem wyjść naprzeciw wszystkim, odwiedzającym naszego bloga, i napisać pokrótce tylko o tym, co istotne (dla mnie). Bo w ostatnim czasie przeżyłam kilka poruszających chwil. Jeśli zawsze pisałam o tym, że tutaj niewiele jest okazji do dzielenia się swoją wiarą, do mówienia o niej, tak tym razem mogłam doświadczyć czegoś zupełnie odwrotnego.

Lena, organistka z chóru angielskiego poprosiła mnie, żebym na moich zajęciach przypomniała uczącym się, że można zapisać się do chóru. Oczywiście trudno przekonywać muzułmanów lub niewierzących do śpiewania w katolickim chórze, bo dla nich „Cerkow” to dość obco brzmiące słowo (przychodzą do „cerkwii” na angielski, ale raczej trzymają się na dystans), ale zawsze można zachęcić do szlifowania swojego angielskiego, śpiewając. Faktycznie jest trochę osób w chórze, które w ogóle nie traktują tego jako religijnego przeżycia, niektórzy członkowie są z prawosławnego kościoła. Miało być pokrótce, ale kurczę widzę, że się nie da… No w każdym razie dwie dziewczyny mniej więcej w moim wieku przyszły tydzień temu w sobotę pierwszy raz na próbę i Mszę Św. Pierwszy raz w życiu były w kościele. Wyobrażacie sobie? Nam się takie coś zdarza zwykle w okolicach własnego chrztu, kiedy nie jesteśmy jeszcze niczego świadomi… A skoro przez lata przywykliśmy chodzić do kościoła, to niekiedy nie dostrzegamy już w tym niczego nadzwyczajnego. A Elwira i Gulszat przez lata pewnie do wielu różnych rzeczy przywykły, ale to musiało być dla nich czymś nadzwyczajnym i jedynym w swoim rodzaju. I nie dość, że niczego jeszcze nie rozumieją z naszej liturgii, to na dodatek wszystko było po angielsku, a one dopiero co zaczęły się tego języka uczyć, więc też na razie niczego nie rozumieją… Patrzyły z zadziwieniem na to wszystko, co się wokół nich rozgrywa. Ja siedziałam obok i dopiero zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji, kiedy nagle na początku Komunii Świętej przyszło mi objaśniać im, co to jest „TO”, co ksiądz rozdaje. W takim momencie, kiedy w dwóch zdaniach trzeba wytłumaczyć istotę naszej wiary, nagle spoglądamy na nią z zupełnie innej perspektywy. Powiedziałam, co umiałam na gorąco, potem poszłam przyjąć Komunię, a później na pomoc przyszła mi przepiękna pieśń, którą śpiewaliśmy na uwielbienie.

This bread that we share is the body of Christ,
this cup of blessing his blood.
We who come to this table
bring all our wounds to be healed.
When we love one another as Christ has loved us,
we become God’s daughters and sons.
We become for each other the bread, the cup,
the presence of Christ revealed.


Te słowa w połączeniu z melodią to po prostu same ciarki… Po Mszy jeszcze im mniej więcej na rosyjski przełożyłam, o co chodzi, ale wyglądały na dość zagubione w tym wszystkim… Pomyślałam sobie, że więcej nie przyjdą. Małej wiary ja… Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pojawiły się i na próbie we wtorek i dzisiaj na kolejnej Mszy! We wtorki mam wieczorne zajęcia z ich grupą z angielskiego, po których chwilę rozmawiałam z Gulszat. Powiedziałam, że cieszę się, że przychodzi dalej, że nie zraziła się po pierwszym razie, mimo, że wszystko nowe i niezrozumiałe. Obawiałam się, że się wystraszą. Ona wtedy powiedziała coś takiego: „Wręcz przeciwnie! To, co mnie poraziło to to, że wśród tych ludzi nie ma fałszu, ale są autentyczni i widać w nich radość”. Czyż nie tacy powinni być chrześcijanie? Aby ludzie, patrząc na nich, mogli powiedzieć: zobaczcie, jak oni się miłują!

I już na koniec. Wczoraj to w ogóle był niesamowity dzień. Po raz ostatni uczestniczyli we Mszy angielskiej Nancy i Ernesto – małżeństwo około 60tki, którzy mieszkają w Atyrau od 10 lat, czyli mniej więcej tak długo jak ksiądz biskup. W następny piątek wyprowadzają się do Kalifornii. Nancy czytała czytanie, prawie płacząc. Ksiądz biskup też się wzruszył w czasie homilii, bo pokazywał historyczne zdjęcia, np. kiedy Nancy czytała przed około 9 laty czytanie w miejscu, które zostało zakupione pod budowę kościoła. Pokazywał także pewien dokument. Po rozpoczęciu procesu budowania kościoła władze zainicjowały śledztwo i zakazały budowy, zarzucając księdzu Januszowi, że nie ma dla kogo budować, bo nie ma tutaj żadnych wiernych. We wspomnianym dokumencie znajdowało się oświadczenie o poparciu dla budowy kościoła, pod którym podpisanych było kilkadziesiąt osób, w tym Nancy i Ernest na pierwszych dwóch miejscach! Przez to niesamowite miejsce przewinęło się już sporo osób, z których każda dokłada po troszeńku do jego pięknej historii!

A zdjęcia z innej beczki: z drogi do Uralska i ze spaceru po Atyrau w pewne niedzielne popołudnie 
Pozdrawiam, Magda

02.02.2010

Dzień Życia Konsekrowanego

2 lutego Kościół obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego. W ten sposób cały Lud Boży przeżywa na nowo to, co wydarzyło się w świątyni Jerozolimskiej - Maryja wraz z Józefem ofiarowała Dzieciątko Jezus Bogu Ojcu, a Symeon ogłosił, że nowo narodzony Syn Boży jest Światłem świata i Zbawieniem narodów.

W 1997 r. Jan Paweł II właśnie w to święto ustanowił Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, stwarzając okazję do głębszej refleksji całego Kościoła nad darem życia poświęconego Bogu. Matka Najświętsza ofiaruje Panu Bogu największy Dar, jaki otrzymała - Syna, Jezusa Chrystusa, a tym samym składa w ofierze siebie. Podobną ofiarę, z siebie samych w miłości do Chrystusa, składają osoby konsekrowane. Podkreślił to Jan Paweł II, mówiąc: "Ofiarowanie Jezusa staje się wymowną ikoną całkowitego oddania własnego życia dla tych, którzy powołani są, aby odtworzyć w Kościele i w świecie, poprzez rady ewangeliczne «charakterystyczne przymioty Jezusa, dziewictwo, ubóstwo i posłuszeństwo»" (Vita consecrata, nr 1).

W orędziu na I Dzień Życia Konsekrowanego Ojciec Święty określa jego potrójny cel:
Odpowiada on po pierwsze, osobistej potrzebie uroczystego uwielbienia Pana i dziękczynienia za wielki dar życia konsekrowanego, życia które ubogaca i raduje Wspólnotę chrześcijańską poprzez swoje wielorakie charyzmaty oraz poprzez budujące owoce tak wielu istnień, całkowicie oddanych dla sprawy Królestwa.
Dzień Życia Konsekrowanego ma - po drugie - za zadanie przyczynić się do poznania i do szacunku dla życia konsekrowanego ze strony ludu Bożego.
Trzeci powód odnosi się bezpośrednio do osób konsekrowanych, zaproszonych do wspólnych i uroczystych obchodów niezwykłych dzieł, których Pan w nich dokonał, aby odkryć jeszcze bardziej w świetle wiary blaski tego Bożego piękna, które przez Ducha promieniują w ich sposobie życia, oraz aby jeszcze żywiej uświadomić sobie ich niezastąpioną misję w Kościele i w świecie.

"Życie konsekrowane znajduje się w samym sercu Kościoła jako element o decydującym znaczeniu dla jego misji, ponieważ wyraża najgłębszą istotę powołania chrześcijańskiego oraz dążenie całego Kościoła-Oblubienicy do zjednoczenia z jedynym Oblubieńcem - podkreśla Jan Paweł II w Adhortacji apostolskiej Vita consecrata. Życie konsekrowane nie tylko w przeszłości było pomocą i oparciem dla Kościoła, ale stanowi cenny i nieodzowny dar także dla teraźniejszości i przyszłości Ludu Bożego, ponieważ jest głęboko zespolone z jego życiem, jego świętością i misją".
Więcej tutaj.

W tym dniu Diakonia Misyjna pamięta w modlitwie w szczególny sposób o wszystkich osobach konsekrowanych, które zarówno wyjechały na misje (jak Basia i nasi księża: Piotr, Jarosław, Paweł), opiekujących się nami (s. Bożena, ks. Paweł) oraz te osoby, które omadlają misje!

01.02.2010

LUTY

A oto Papieska Intencja Misyjna na świeżo rozpoczęty miesiąc:
Aby Kościół, świadomy swojej tożsamości misyjnej, starał się wiernie naśladować Chrystusa i głosić Jego Ewangelię wszystkim narodom.

Wierność Chrystusowi

Poszli i głosili

Zebrali się wokół Jezusa i usłyszeli od Niego ostatnie polecenie: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię" (Mk 16, 15). Posłuszni słowom swego Mistrza uczniowie "poszli i głosili Ewangelię" (Mk 16, 20), a Kościół "rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego" (Dz 9, 31). A późniejsza historia mówi nam, że nie zawsze Kościół "rozwijał się i żył bogobojnie". Różne były losy przepowiadania. Nie zawsze głosiciele Ewangelii byli jasnym znakiem Chrystusa, szczególnie tam, gdzie niosącemu Krzyż Chrystusa towarzyszył rycerz niosący miecz. Znamy to choćby ze smutnej karty ewangelizacji Prus przez Krzyżaków i z pierwszych lat ewangelizacji Meksyku. Wszędzie tam jednak, gdzie głoszenie Ewangelii było wierne Chrystusowi, tam słowa Chrystusa przyjmowano z otwartym sercem.

Świadectwo krwi

Pierwsze lata ewangelizacji naznaczone zostały ogromną ofiarą krwi. W Rzymie, w Kartaginie i w wielu miejscach wczesnego chrześcijaństwa uczniowie swoją wierność Chrystusowi potwierdzali ofiarą z życia. Wydawać by się mogło, że są to historie należące do przeszłości, a jednak ostatnie lata znów obfitują w męczenników. Głoszoną Ewangelię potwierdzili swoją własną krwią o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, franciszkanie z Pariacoto w peruwiańskich Andach, zamordowani przez terrorystów w 1991 r. Wierność Chrystusowi i misyjnemu posłaniu potwierdził także własną śmiercią ks. Jan Czuba. Zastrzelono go na terenie parafii w 1998 r. w Kongo. Oni, i wielu innych, do końca wypełnili słowa Chrystusa: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Mk 8, 34). Nie wystarczy jednak przykład jednostek. Cały Kościół jest misyjny i wezwany do wiernego naśladowania Chrystusa.

Wierność w codzienności

Potrzebę wiernego naśladowania Chrystusa potwierdził papież Benedykt XVI, który dla Roku Kapłańskiego wybrał hasło: "Wierność Chrystusa, wierność kapłana". Codzienna wierność w naśladowaniu Chrystusa wyraża się na wielu polach. Jest to wierność w nauczaniu, która nie jest propagowaniem własnych idei, lecz głoszeniem nauki Jezusa. Jest to wierność w działaniu, które nie zamyka się w urzeczywistnieniu własnych planów, lecz realizuje wizję Kościoła. Jest to w konsekwencji misja, która nie promuje własnej osoby, lecz objawia miłość Boga Ojca. I tak dzieje się na terenach misji ad gentes, jak i na obszarach od dawna żyjących Ewangelią, gdy uczeń Chrystusa idzie wiernie za Mistrzem. Ta wierność Chrystusowi objawia się pochyleniem się nad człowiekiem, który pobity przez świat potrzebuje, by obmyć i przewiązać mu rany. Kościół jednak nie poprzestaje na tym. Obmytemu człowiekowi daje szatę godową, prowadzi na ucztę i uczy świętować odzyskaną godność dziecka Bożego.

Naśladowanie Chrystusa nie kończy się na Golgocie. Uczniowie rozpoznają Zmartwychwstałego przy stole w Emaus i nad brzegiem jeziora Genezaret, gdy On sam ich zaprasza i przygotowuje posiłek. I za takim Chrystusem idziemy, często drogą krzyża, ale aż do osobistego spotkania z Nim na uczcie pełnej miłości.

W lutym będziemy się więc modlić, aby cały Kościół świadomy swojej tożsamości misyjnej starał się wiernie naśladować Chrystusa i głosić Ewangelię wszystkim narodom.

Ks. Bogdan Michalski

źródło

Mam dla Ciebie jeszcze jedną propozycję: kliknij na taki trójkącik, który znajdziesz ukryty poniżej i zobacz, jaka będzie reakcja komputera! :) Tylko mu nie przerywaj! ;)



Prawda, że jest mądry? xD