30.10.2009

Pielgrzymka Krucjaty Wyzwolenia Człowieka do Żytomierza

Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu
W sobotę i niedzielę 24/25.10.09. byliśmy na Pielgrzymce KWC w Żytomierzu. To już 8 taka pielgrzymka tutaj w Ukrainie. Było ponad 300 osób – ponad 60 z nich przyłączyło się do dzieła Krucjaty.
Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu
I przy tej okazji chcę powiedzieć coś, co jest ogólną moją myślą, jako nowego tutaj człowieka - o Ruchu i jego dziełach w Ukrainie. Otóż Ruch jest tu już mocno rozwinięty, aktywnie działający, ewangelizujący i nawet wpływający na życie ukraińskiego Kościoła. Ma swoje problemy – ale jednocześnie jest to naprawdę żywa część Oazy i znak, że rozwija się ona mocno także poza granicami Polski. Tam w Kraju mamy mało informacji spoza granic Polski (może – mieliśmy – bo teraz jest tego więcej) o rozwoju Ruchu w innych miejscach – a tutaj się dzieje… – i myślę że jest to źródłem nadziei dla nas wszystkich!
Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu
No więc - choć gospodarzami była diecezja kijowsko-żytomierska, to sporo było pracy przy tej pielgrzymce dla księdza Pawła, księdza Jarka i Basi: czuwanie nad wszelkimi sprawami organizacyjnymi, dbanie o relacje, ale i spowiadanie, i modlitwa, czy opieka nad dziećmi i młodzieżą, sprzedawanie wartościowych książek. Ja oczywiście m. in. ze względów językowych byłem mniej obciążony i zasadniczo pełniłem tylko rolę kierowcy wiozącego ludzi do i z Żytomierza, (wtedy także można dawać świadectwo działania Chrystusa przez KWC) oraz ofiarowałem za owoce pielgrzymki modlitwę i trud. No i Kasi O. przydałem się w tym w czym warszawsko – praska często się przydaje – czyli pojechałem samochodem po nią zagubioną gdzieś na ukraińskich rozdrożach w Berdyczowie.
Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu
Po wszystkim zresztą do Gwardijska wróciłem w środku nocy, by odprawiać msze parafialne (bo "musieliśmy" oczywiście zostać na wieczorną imprezę taneczną w duchu Nowej Kultury). Jak to dobrze, że czas był tej nocy przesuwany i mogłem troszkę posapać po długiej podróży.
Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu
Dużo osób, ksiądz biskup Leon z całą swoją serdecznością wspierający dzieło tej pielgrzymki, zabawa na placu przed katedrą wieczorem, świetna atmosfera – czyli charyzmat spotkania w całej pełni. Ale najbardziej niesamowite były świadectwa wypowiadane przy stacjach Drogi Krzyżowej oraz w ogóle świadectwa osób z AA, które były zaproszone na naszą pielgrzymkę dla przedstawienia swego ruchu. Naprawdę łzy pojawiały się u wszystkich, gdy słyszeliśmy jak Pan Jezus uwalnia ludzi i ich rodziny – często także dzięki świadectwu i ofierze abstynencji członków KWC. Kiedy słyszy się takie rzeczy – to nie ma się wątpliwości czy być w tym dziele Krucjaty.
Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu
Był tam nawet człowiek prawosławny, wysłany specjalnie, jak sam powiedział „na zwiady” przez mnichów zajmujących się alkoholikami, którzy usłyszeli o naszej pielgrzymce. Wyjeżdżał od nas zauroczony (szczególnie przekonało go to, że Matka Boża jest Patronką KWC). Może zacznie się jakaś współpraca ekumeniczna na tym polu? To tylko moje dywagacje, ale może „przekraczamy granice” dalej…?
Od VIII Pielgrzymka KWC w Żytomierzu

27.10.2009

Oaza Modlitwy wspólnoty wileńskiej

Z wieloma przeszkodami, z trudnościami, w końcu w bardzo okrojonym składzie wyruszyliśmy w stronę Wilna w czwartek wieczorem. Jechaliśmy ze świadomością, że na miejscu Pan Bóg może poruszyć wiele serc. Nie ominęły nas też wątpliwości - czy to dla nas miejsce.
Dojechaliśmy rano. Odespaliśmy niewiele ponad 3 godziny, zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się na spotkanie z o. Pawłem - opiekunem wileńskiej Oazy. Po obiedzie krótkie zwiedzanie Stolicy i ziuu na miejsce OMu.

Rozpoczęło się od kolacji i pogodnego wieczoru. Nauczyliśmy się wspólnie tańca belgijskiego oraz pograliśmy w tzw. "krzesełko". Przed modlitwą wieczorną była jeszcze konferencja o Bożej Miłości. Już wtedy widać było jakieś poruszenie. Niby dla wielu osób nie było to nic nowego, a jednak przeżywali to!
Dzień drugi. Jutrznia o 7.30 (czyli nie było czasu na odespanie poprzedniej zarwanej nocy) i śniadanko a chwilę później kolejna konferencja. Po niej był czas na integrację. Większość wtedy jednak przesiedziała we własnych pokojach. My poszliśmy kawałek w pobliski lasek. W południe, po wcześniejszym Namiocie Spotkania, było wystawienie Najświętszego Sakramentu i czas na spowiedź. Ksiądz litewski powiedział wprowadzenie. Cieszę się, że tak dużo osób przystąpiło do sakramentu pokuty i pojednania (kilka osób spóźniło się przez to na obiad)!:)
Po obiedzie już wspólnie pospacerowaliśmy po okolicy. Był to przede wszystkim najlepszy czas na indywidualne rozmowy i poznanie się blizej. Od razu po powrocie mieliśmy krótkie przygotowanie do Mszy i oczywiście NAJWAŻNIEJSZY PUNKT PROGRAMU! W popołudniowej konferencji powiedzieliśmy o Jezusie, jako Pośredniku i Wybawicielu. Niektórzy nie mogli uwierzyć, że film "Nocna jazda" jest taki krótki i oczekiwali jakiejś kontynuacji!

Dzień, po nieodłącznym elemencie OMu-pogodnym wieczorku (ciekawej zabawy się nauczyliśmy, ale o niej może kiedy indziej:]), zakończyliśmy modlitwą w kaplicy. Kładliśmy się spać ze świadomością, że mamy godzinę snu więcej. :)
Jak to bywa na wyjazdach, budzik zawsze zaskoczy.;) Udaliśmy się na jutrznię, a następnie na śniadanko. Na konferencji Eliza mówiła świadectwo o przyjęciu do swojego życia Jezusa. Powiedzieliśmy sobie trochę o potrzebie wspólnoty. Był też czas na modlitwę wstawienniczą. Na Mszę Świętą poszliśmy do pobliskiego kościółka parafialnego. Kazanie mówił ksiądz do dzieci, ale niesamowicie trafione.:) To był przed ostatni punkt programu. Dalej już tylko obiad, pakowanie i pożegnanie.
W sumie było nas 22-23 osoby. Myślę, że był to owocny czas. Dziękuję wszystkim, którzy pamiętali o nas w modlitwie! A przede wszystkim dziękuję Bogu za ten trudny czas służby!

Jeszcze kilka słów o powrocie: wracając zahaczyliśmy o Troki. Obejrzeliśmy zamek i zatrzymaliśmy się na kibiny (czyli takie paszteciki z baraniną wyglądające jak pierogi). Jeszcze na Litwie wzięliśmy autostopowiczkę na ok 20 km. Jakoś udało nam się dogadać nawet.^^ Dalsza droga była spokojna. Mieliśmy czas na podsumowanie i wymianię doświadczenia. Dzięki i Wam za ten czas!
Radek

23.10.2009

Praca

Od Zielona
Dawno nie pisałem – ale to dlatego, że byłem u Was – w Polsce:). Mam już wizę wielokrotnego pobytu w Ukrainie. I to na rok. Zostaliśmy tam też przez Was uposażeni - „Stwierdzam, że wszystko mam, i to w obfitości: jestem w całej pełni zaopatrzony, otrzymawszy przez Epafrodyta od was wdzięczną woń, ofiarę przyjemną, miłą Bogu.” Flp 4,18.  „Także bardzo się ucieszyłem w Panu, że wreszcie rozkwitło wasze staranie o mnie, bo istotnie staraliście się, lecz nie mieliście do tego sposobności.” Flp 4,10. :)
Od Zielona
Dziękuję młodzieży z diecezji – wspólnota z Sulejówka przekazała mi to, co uzbieraliście w czasie Waszej tanecznej imprezy pooazowej. Dzięki rodzinom z Domowego Kościoła i innym ofiarodawcom będziemy mogli zorganizować wyjazdy dla młodzieży. Jedziemy na Europejskie Spotkanie Młodych do Poznania!
Dziękujemy też parafiom i proboszczom par. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Starej Miłosnej i św. Jana Chrzciciele w Michalinie. Jak zawsze wspomogła nas spółdzielnia „Fala”. Dzięki Waszym darom możemy już poważnie zacząć myśleć o dalszych nie za dużych – ale jednak pracach budowlanych w naszym ośrodku na wiosnę. Nie ustawajcie. Z chęcią przyjedziemy ze świadectwem i Słowem – jeśli tylko gdzieś zostaniemy zaproszeni i wystarczy czasu. Ja jeszcze mogę w niedzielę 22 lub 27 listopada albo w Wielkim Poście. A w Adwencie ze wspólnotą dorosłych na Zaciszu i z Diakonią Misyjną będziemy prowadzić rekolekcje w parafii św. Rodziny.
Od Zielona

A tu też pracujemy. Właśnie jutro jedziemy na pielgrzymkę Krucjaty Wyzwolenia Człowieka do Żytomierza, którą zaczęliśmy wszyscy organizować z parą krajową, diecezjalną stamtąd i odpowiedzialną za Krucjatę już we wrześniu.
Od Żytomierz
Ks. Paweł i ks. Jarek prowadzili rekolekcje ewangelizacyjne dla rodzin w Mikołajowie, a ja byłem na odpuście parafii w Zielonej (nie tej w stolicy Polski, choć wszyscy okoliczni nazywają ją Warszawą, bo mieszkają tam Polacy). Napiszę Wam o Zielonej jeszcze kiedyś (może w rocznicę Rewolucji Październikowej), bo jest to parafia z martyrologiczną kartą swojej przeszłości za Sowietów.
Od Zielona
Teraz jednak słowo, że odpust tutaj często jest dla nas okazją do głoszenia i propagowania dzieła KWC. Przy okazji kazania odpustowego mówiliśmy świadectwo o Krucjacie i wzywaliśmy do włączenia się w to dzieło.
Od Szaróweczka
I byliśmy w Szaróweczce na odpuście! I jest radość duża – same dzieci pod dowództwem znanych Diakonii Misyjnej z naszych rekolekcji Malwinki i Alinki przygotowały krótka scenkę o grzechach głównych i Zbawicielu. Biskup Leon też był tym zdumiony. Same to zrobiły! Czyli są owoce…
Od Szaróweczka
A po niedzieli – ks. Jarek z Basią prowadzą wyjazdowe rekolekcje ewangelizacyjne dla młodzieży (bo oni tu mają teraz tygodniowe kanikuły jesienne). A my – może wyjazd duszpasterski gdzieś dalej…? A może dyżur modlitewny w parafii? Zobaczymy.
Od Stepy i inne widoki

Na razie – jutro jednoczymy się w modlitwie o wielkie Boże działanie w Żytomierzu i w Wilnie.
A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę.” Flp 4,19. :)
ks. Piotr

18.10.2009

Pierwsze kazachskie wrażenia

W zamiarze miałam pierwszą relację z Atyrau w Kazachstanie napisać po jakimś bliżej nieokreślonym czasie, po tygodniu, po dwóch, kiedy już coś tu przeżyję, czegoś doświadczę, coś/kogoś poznam. Tymczasem dziś mija trzeci dzień, odkąd przybyłam nad rzekę Ural, uchodzącą do Morza Kaspijskiego, i już czuję przynaglenie, by nie pozostawić tego dnia bez echa w blogowym eterze diakonii misyjnej. Zwłaszcza, że dziś szczególna dla nas uroczystość – Niedziela Misyjna.
Zanim przejdę do rzeczy, muszę w kilku słowach opisać podróż, która swym początkiem sięga do środowej nowenny w boreckim sanktuarium w mojej rodzinnej parafii, w czasie której księża niespodziewanie wywołali mnie na środek i udzielili misyjnego błogosławieństwa. Wieczorem rodzice z Michałem, najmłodszym braciszkiem, zawieźli mnie do Poznania. Kilka impresji z podróży do Atyrau:
• Wyruszyłam busem z Poznania do Berlina. „Czwarta nad ranem” – tkwi w tym coś głębokiego. Chyba o tej porze patrzy się na wszystko inaczej. Miałam moment olśnienia, przypływ „wiedzy”, przekonania, że oto – dosłownie – zostawiam wszystko za sobą. Przede mną NOWE – nieznane i odległe, ale jednak OCZEKIWANE z radością i pewnością wiary, że tam właśnie jestem posłana.
• Drugi moment niesamowity – podróż samolotem nad stepem pod osłoną nocy. Gdy udawało mi się nie przysypiać ze zmęczenia 20-godzinną podróżą, podziwiałam tu delikatny blask gwiazd, tu znów jakby spowite mgłą liche światełka, rozsianych na stepie, miejscowości. Wiem, że może ktoś zgani mnie za zbyt wzniosłe, literackie słowa, ale co mi tam – próbowałam opisać moje wrażenia.
• I jeszcze trzeci moment – na lotnisku w Atyrau, w dosłownym znaczeniu tego słowa, zeszliśmy na ziemię. Przy samolocie pojawili się ludzie w mundurach (ronda ich czapek były zdecydowanie większych rozmiarów niż potrzeba…:), a zanim dotarło się do bagażu, wszyscy obcokrajowcy musieli wypełnić takie karty migracyjne (określić cel wizyty i kto zaprosił) i przejść wnikliwą kontrolę paszportową. Pewnie to ogólnie nic takiego, ale znów ta czwarta nad ranem…  No i ksiądz biskup śmiał się, że słusznie przyjechał po mnie na ostatnią chwilę, bo wychodziłam z kontroli ostatnia – aaa, tak jakoś nie pchałam się w kolejce… ;)

Ale chciałam pisać o dzisiejszej niedzieli. Otóż parafia atyrauska (jest tu piękny niedawno wybudowany kościół pw. Przemienienia Pańskiego – poprzedni wolontariusze pisali już o Atyrau i w ogóle Kazachstanie sporo, ale może nie wszyscy czytali, a najwyżej się utrwali) tętni życiem! Nie mówię, że poza niedzielami nie tętni, ale właściwie trzon wiernych zjawia się na niedzielnej Eucharystii – czy to w języku angielskim (w sobotnie wieczory), czy to rosyjskim (główna Msza w niedzielę o 11), czy włoskim (w niedzielę o 19). Wśród tygodnia wiele się dzieje, ale mało ze spraw duszpasterskich. Właśnie to jest chyba największym problemem istnienia wspólnoty katolickiej pośród społeczeństwa muzułmańskiego – że nie można otwarcie ewangelizować. Dowiedziałam się tego od sióstr, które prowadzą tutaj Centrum wychowawczo-kulturalne. Jest to ośrodek, który dla tutejszego, w dużej mierze ubogiego, społeczeństwa jest niezwykle atrakcyjny (plac zabaw, sale przedszkolne, salka teatralna i taneczna, tenis stołowy, kafejka, sala językowa) – ale broń Boże jakiemukolwiek dziecku o naszej wierze wspomnieć – można sprowadzić sobie na kark nie wiem czy policję czy jakieś inne służby. Jesteśmy tutaj dla wszystkich ludzi, bez względu na pochodzenie czy wiarę. Jeśli możemy im pomóc, mamy pomagać. Ja na przykład przed przyjazdem tutaj byłam sceptycznie nastawiona do nauki angielskiego, ponieważ wiem, że nie czuję się w tym mocna. Ale kiedy tu przyjechałam i zobaczyłam, jak wielu ludzi na te kursy czeka, że jest to jedyny sposób, bo nawiązać w nimi kontakt, to widzę, że mogę i muszę w ten sposób pomagać, nawet dając ze swego niedostatku. Ambicje schować do kieszeni – mojemu angielskiemu daleko do ideału, oj daleko, ale dla wielu osób nawet taka znajomość może okazać się bardzo pomocna. Miałam pisać o dzisiejszej niedzieli, a tu już prawie północ…
Poznałam dziś Cristinę (Koreankę, nie znającą koreańskiego), która ma 16/17 lat i chodzi do college’u – to taki poziomem odpowiednik chyba naszego liceum. Ma tam angielski i niemiecki i ma kształcić się na tłumacza – widać, że ma talent językowy, bo dobrze mówi po angielsku – ale żali się, że ich nauczyciele od języków wcale nie przychodzą na zajęcia. Dlatego też chce chodzić tutaj na kursy przy parafii.
Co mnie urzekło w dzisiejszej niedzieli? Msza jest o 11. Ksiądz biskup (Janusz Kaleta, pewnie już wspominany na tym blogu, przybył do Atyrau przed dziesięcioma laty – wówczas na miejscu, gdzie obecnie stoją nowoczesne budynki parafialne, nie było nic – ksiądz biskup zamieszkał wtedy w małym mieszkaniu w bloku; był pierwszym kapłanem w Atyrau) otworzył kościół przed 10 i już były dwie „babuszki” przyszły. A niedługo potem zjawiła się Nela, która przywitała mnie, jakby była moją dawno nie widzianą ciocią i bardzo cieszyła się, że nowa „wolonciurka prijechala” z Polski. Ona Polka, tylko nie mówi pa polski. Ale rozumie. Chwała Panu! Nela przyniosła ciasto i poprosiła, szto by nakryć do stołu, bo po mszy przyjdzie kilka osób na herbatkę świętować urodziny Amelii (taka pani pod 70). Policzyliśmy, że trzeba by uszykować dla 11 osób. Amelia z rodziną przyniosła jeszcze kolejne ciasta i torty.
Przed mszą zdążyłam na kawałek różańca i zakochałam się w „Zdrowaś Maryjo” po rosyjsku, kiedy słyszałam „babuszki”, które za mną tę modlitwę odmawiały. Ciarki :) Samo piękno.
Pisałam wcześniej, że wyjeżdżałam z Polski o suchych oczętach… Dziś łezka wzruszenia się pojawiła, kiedy właśnie Nela podczas modlitwy powszechnej poprosiła, by pomodlić się za „naszu wolontariuszku Magdu”. Nie wiem, czy z zaskoczenia, czy już mnie kupili… :) No i po mszy każdy był zaproszony na to świętowanie urodzin Amelii. Ja zatrzymałam się jeszcze z dwoma dziewczynami, które chcą uczyć się niemieckiego (okazało się, że na szczęście jest również zainteresowanie tym pięknym językiem; prócz nich dziś zgłosiło się jeszcze kilka osób), więc wchodzę spóźniona na tę herbatkę, a tam jakieś 20 osób, albo i więcej, już rozsiada się przy stole. Tu kilku Polaków, pracujących przy ropie naftowej (zaraz mnie przygarnęli), tu przyjaciele Amelii, tu najstarsze parafianki – „baby” pochodzenia niemieckiego, tu dzieci, tu ministranci, tu siostry, ksiądz biskup jak ojciec rodziny… A śpiewaliśmy i „Sto lat” i „Alles Gute, viel Glück” i jeszcze coś ładnego chyba po rosyjsku. O taką atmosferę i serdeczność u nas trudno. Może się mylę.
Co jeszcze dziś. Ministranci – kochani chłopcy! Mają ubaw z mojego rosyjskiego (zresztą wcale im się nie dziwię, bo dziś już posunęłam się do rękoczynów, kiedy próbowałam przestrzec Alieka, żeby nie oparzył się gotującą zupą, bo za mocno mi się podgrzała… tak więc: „Madziu, jak się tam dogadujesz pa ruski?”, „ano ręce bolą, ale jakoś idzie!”). Spędzili dziś na terenie parafii większość dnia. Jest jednak druga strona medalu. Smutna prawda o ich domach. Wielu z nich nie jest ochrzczonych. W domu nie mają dobrych wzorców – najczęściej brakuje wzoru ojca. Ja jeszcze ich tak nie poznałam, wiem to od sióstr. Dla większości rodzin tutaj niedziela jest takim dniem, jak u nas sobota – urządza się największe sprzątanie i pranie.
Teraz to już zdecydowanie za bardzo się rozpisałam, jak na pierwszy raz. Później nie będziecie chcieli czytać dalszych postów. Jeszcze całej niedzieli nie opisałam, popołudniu i wieczorem też trochę się działo, ale zostawiam to – trzeba też kiedyś się modlić.
Chciałabym tylko na koniec zamieścić prośbę. W tym tygodniu będą zapisy na angielski i niemiecki – sądząc po dotychczasowym zainteresowaniu oraz tym, jak bardzo atrakcyjne były poprzednie kursy (Jowito, Justyno – dziękuję za podniesienie poprzeczki! Wspominają Was tutaj wszyscy. Kasię i Natalię też pamiętają i pozdrawiają. A Przemku, Sasza [taki kochany ministrant-pociecha, z którym „igramy na gitarku”] od razu o Ciebie pytał – coś mówił, że „ocień haraszo” – wtedy jeszcze zupełnie niewiele rozumiałam;). W ogóle w pierwszym dniu byłam przerażona, że bez rosyjskiego to z czym do ludzi i jakieś takie miałam myśli, że nie dam rady zbyt szybko się nauczyć. A powoli przekonuję się, że „tolka gawarić” i jakoś pójdzie.
Wpadam dziś z dygresji w dygresję – chyba zbyt „mnoga” myśli w mojej głowie. Miałam dojść w końcu do tej prośby. Dotyczy ona materiałów z angielskiego. Za tydzień zaczynają się kursy. Prawdopodobnie będzie ponad 100 osób. Mam tutaj materiały zostawione przez dziewczyny. Ale nie wszystko mogę powtarzać. Gdyby ktoś miał gotowe materiały, które można przesłać mailem – pojedyncze ćwiczenia, dla dzieci, młodzieży, dorosłych, teksty, testy, ćwiczenia gramatyczne – wszystko może się przydać. Może kolorowanki z wykorzystaniem angielskiego. Wycinanki. Aaa, może być też niemiecki :) Gdyby ktoś chciał w ten sposób wspomóc dzieło misyjne – proszę wysyłać na adres: magdalena.roszak@interia.pl
Przepraszam za nieprzyzwoicie długi post o nieprzyzwoitej godzinie. Ale u Was 22 to spoko. Chyba chciałam za dużo na raz przekazać – stąd te nawiasy w nawiasach i degresje dygresji. Proszę o modlitwę za całą Atyrauską Administraturę! Dobrej nocy! Z Panem Bogiem! Magda

Kazachstan reaktywacja!!!

No i stało się, znowu mamy swoich ludzi w Kazachstanie:) 15 października Magda z archidiecezji poznańskiej poleciała do Atyrau. Poniżej pierwsza relacja, pamiętajmy o niej w modlitwie.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus tu w Atyrau i wszędzie!

Napiszę tylko króciutko, że dojechałam/doleciałam szczęśliwie i mam się dobrze (może prócz tego, że chyba zaraz się zdrzemnę, bo słabo mi trochę:). Podróż przebiegła bez żadnych problemów - dziękuję za pamięć w modlitwie!!!
Dostałam pokoik chyba po Justynie, wyspałam się nieco, po czym zostałam z grubsza wprowadzona w realia. Odwiedziłam siostry, którym będę pomagać w Centrum. Na razie są dwie: siostra Weronika, która tworzyła to Centrum od podstaw w pocie czoła i siostra Teresa, która jest tu dopiero od 3 tygodni i też nie zna zbytnio rosyjskiego - więc bratnia dusza - będziemy poszukiwać nauczycielki dla nas :)
A tak poza tym to chyba nie będzie za dużo czasu na aklimatyzację, ponieważ właściwie czekali tu tylko na mnie, żeby rozpocząć zapisy na kursy angielskiego - więc we wtorek ma to być. Ale i ks biskup i siostry są za tym, żebym nie obciążała się ponad miarę na początek (popieram, jeśli chodzi o angielski:), więc wezmę kilka grup - chyba dzieci i młodzieży - dorosłych odpuszczę.
Biskup i ks Piotr wyjechali po mnie na lotnisko, ale ks Piotr właśnie wylatywał tym samym samolotem na półtora miesiąca, do Włoch na kurs włoskiego.
Wiecie, ja nabrałam oczywiście najgrubsze rzeczy, przygotowana na mrozy i zawieruchy, a tutaj słońce grzeje, że na krótki rękawek można chodzić... :) w nocy było tylko 2 stopnie, ale ogólnie jest narazie ładniejsza pogoda niż u nas.

No nic, to tak na początek moje pierwsze wrażenia :)
Ogólnie pozytywnie :)
W ogóle wszyscy wkoło płakali a mi żadna łezka nie chciała zakręcić się w oku, nie wiem czemu. Wyjeżdżałam z uśmiechem i radością.

Pozdrawiam,
Magda

Dzisiaj rozpoczyna się Tydzień Misyjny


83. Światowy Dzień Misyjny obchodzony w tym roku w całym Kościele 18 października tradycyjnie rozpocznie w Polsce Tydzień Misyjny.

– To święto dojrzałości wiary i solidarności ofiary, aby do wszystkich ludzi mogła dotrzeć prawda o Chrystusie – mówi ks. dr Jan Piotrowski, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce.

Przeczytaj orędzie Benedykta XVI na Światowy Dzień Misyjny »

Obchodzony każdego roku Światowy Dzień Misyjny (zwany w Polsce Niedzielą Misyjną) jest wezwaniem do udzielenia misjonarzom różnorodnego wsparcia, ale przede wszystkim do wytrwałej modlitwy w intencji misji.

O tym, że nakaz misyjny Chrystusa do pozyskiwania „uczniów ze wszystkich narodów” dotyczy wszystkich wierzących przypomina w orędziu na Światowy Dzień Misyjny papież Benedykt XVI. Dodaje, że misja Kościoła polega na tym, aby „zarażać” nadzieją wszystkie narody. „Będąc z natury zalążkiem nadziei, musi on [Kościół powszechny] kontynuować służbę Chrystusa dla świata. Jego misja i służba nie ogranicza się do zaspokojenia potrzeb materialnych czy nawet duchowych, które zamykają się w ramach istnienia doczesnego, ale dotyczy zbawienia nadprzyrodzonego, które realizuje się w Królestwie Bożym” – czytamy w orędziu. Papież pisze, że cały Kościół musi być zaangażowany w misje ad gentes, w głoszenie Ewangelii, która jest „zaczynem wolności i postępu, braterstwa, jedności i pokoju”.

W sposób szczególny papież pisze o modlitwie za misjonarzy, którzy zginęli, głosząc Dobrą Nowinę. Zwraca się też z apelem o duchowe towarzyszenie tym, którzy posługują na misjach. „Rozmach misyjny był zawsze oznaką żywotności naszych Kościołów. Dlatego bardzo proszę wszystkich katolików, by modlili się do Ducha Świętego o wzrost w Kościele zamiłowania do misji, głoszenia Królestwa Bożego i aby wspierali misjonarzy i misjonarki oraz wspólnoty chrześcijańskie zaangażowane na pierwszej linii w tej misji, czasem w środowiskach, gdzie panuje wrogość i prześladowanie” – pisze Benedykt XVI. Zachęca też do ofiarności na rzecz misji, która zwłaszcza w dobie kryzysu jest „wiarygodnym znakiem wspólnoty między Kościołami”.

Światowy Dzień Misyjny, 18 października, rozpoczyna w Polsce Tydzień Misyjny, inspirowany nauczaniem papieskim i nawiązujący do obecnego roku duszpasterskiego. Będzie mu towarzyszyć hasło „Aby mieli życie”. - Ogarnijmy wysiłki misjonarzy modlitwą, zwłaszcza różańcową, oraz wspierajmy konkretne dzieła, które służą ewangelizacji świata – zachęca ks. Piotrowski. Papieskie Dzieła Misyjne przygotowały na ten czas Misyjne Materiały Liturgiczne dla każdej parafii w Polsce. Zawierają one misyjne komentarze, wezwania modlitwy powszechnej i rozważania różańcowe.

W Niedzielę Misyjną zbierana w całej Polsce ofiara na tacę zostanie przekazana na rzecz misji. W ubiegłorocznej składce zebrano ponad 3 mln 618 tys. zł. Najbardziej hojni okazali się wierni z diecezji: tarnowskiej, poznańskiej i warszawsko-praskiej.

Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary w Polsce przekazało sumę ponad 983 tys. dolarów na cele misyjne w Burundi. Dzięki tej kwocie udało się zrealizować 63 projekty w sześciu diecezjach: Bubanza, Bururi, Gitega, Muyinga, Ngozi, Rutana i na rzecz Konferencji Episkopatu Burundi. To m.in. projekt budowy centrum formacji i duchowości Akcji Katolickiej, odbudowa kościoła w Kiruhura, budowa centrum duchowości karmelitów bosych w diecezji Gitega czy organizacja parafii uniwersyteckiej.

Według danych Komisji Episkopatu ds. Misji na dzień 10 czerwca 2009 r. na świecie pracuje 2115 misjonarzy. Większość z nich to osoby konsekrowane – 1138 księży i braci oraz 648 sióstr zakonnych. Na misjach pracuje też 293 księży diecezjalnych. Najmniej liczną grupę stanowią misjonarze świeccy – 36 osób. Blisko połowa misjonarzy, bo 919 osób, pracuje na misjach w Afryce: w Kamerunie, Zambii, Rwandzie, Tanzanii, na Madagaskarze, w Demokratycznej Republice Konga, w Kenii i RPA.

Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony przez Stolicę Apostolską w 1926 roku na prośbę Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Jest okazją do szczególnej modlitwy oraz złożenia ofiary materialnej na potrzeby misji.
Źródło: KAI

06.10.2009

Wizyta Matki Bożej w znaku figury z Fatimy

Od peregrynacja figury MBFatimskiej
Wiem, że dawno nie pisałem, ale najpierw czekałem na wiadomości o Waszym OMie, a potem też nie chciałem tak dobrych wieści z Warszawy zasłonić kolejnym postem z Ukrainy. A potem już nie było czasu. Dziękuję Bogu za to, że Wam tak pobłogosławił na OM. Teraz czuję się jakbym był holownikiem, który podprowadził wspaniały transatlantyk na pełne morze. A teraz – widzę, że roztaczają się przed Wami ogromne wyzwania i możliwości, jak Oceany do przemierzenia. Oby Pan dał Wam siłę i zapał do pracy.
Od Weroniki - msza za śp. siostrę Jadwigę

Co u nas? No – pracujemy wytrwale. O wyjazdach ewangelizacyjnych będzie w następnym poście. A o modlitwie za zmarłą siostrę Jadwigę Skudro, która dla Domowego Kościoła w Ukrainie także była ogromnym darem możecie przeczytać na głównej stronie Ruchu – czyli tutaj.
Od peregrynacja figury MBFatimskiej

Dziś – o Matce Bożej. Obdarowani byliśmy niesamowicie – figura MB Fatimskiej, która podróżuje po świecie z wolontariuszami z Ruchu „Luci sull'Est” trafiła tylko na tydzień na Ukrainę i z tego 24 godziny spędziła w naszej parafii.
Od peregrynacja figury MBFatimskiej

Kiedyś podobno były 3 takie figury: jedna pozostała gdzieś w Ameryce Południowej – bo zaczęły się dziać przy niej jakieś niezwykle cuda, Matka Boża zaczęła płakać – wiec stworzono tam sanktuarium. Druga podobno jeszcze w czasach komunistycznych została przeszmuglowana do ZSRR, ale po jakimś czasie zaginęła tam. (Mówi się, że nieznani sprawcy z KGB wzięli ją do jakiegoś swojego magazynu. Czyli już wiemy, kto od wewnątrz rozpracował tamten system, że się ta cała komuna posypała, jak domek z kart. Tak, jak zresztą Maryja zapowiadała w 1917 roku w Fatimie.) Jakimś znakiem Jej zwycięstwa jest np. kaplica w Andrijkiwcach znajdująca się w budynku – jak na zdjęciu widać – wybudowanym kiedyś na cześć 50-lecia Sowieckiej Władzy tutaj.
Od Stepy i inne widoki

Z 24 naszych wiosek 4 miały przywilej przyjęcia Maryi na jakiś czas do siebie. I przygotowaliśmy się wspaniale nawet z dekoracją i np. w Oleszkowcach z kwiatami dla Matki Bożej na drodze. Czekaliśmy na Jej przyjazd wytrwale i z radością witaliśmy.
Od peregrynacja figury MBFatimskiej

Największa niewola, to niewola wewnętrzna i niewola grzechu. Modliliśmy się, więc – tak jak Maryja prosiła – o pokój, ale także o nawrócenie zatwardziałych grzeszników z naszej parafii (o sobie i o Was nie zapomnieliśmy ;P). Błagaliśmy też za ludzi uzależnionych. Ta zewnętrzna manifestacja wiary, gdy przechodziliśmy z procesją różańcową przez nasze sioła wzbudziła zainteresowanie także i tych, którzy codziennie przesiadują przed sklepami (no oni tam różańca to raczej nie odmawiają) i tracą ciężko zarobione pieniądze. Oby Maryja wyprosiła im wolność!
Od peregrynacja figury MBFatimskiej

Prosiliśmy też za wszystkich uzależnionych i o wielkie i cudowne owoce VIII Pielgrzymki Krucjaty Wyzwolenia Człowieka w Ukrainie, odbędzie się już niedługo - 24 i 25 października w Żytomierzu. Będzie tam m.in. pierwsze oficjalne spotkanie i poznanie się Dzieła Krucjaty w Ukrainie z Ruchem AA, który przecież m.in. wspieramy swoimi modlitwami i ofiarami. Zapowiedzieli tam swoje przybycie także goście z Polski, Słowacji, Niemiec i Belgii. Może ktoś z tych, co nie pojadą na ewangelizację do Wilna wybierze się do nas? Zapraszamy do katedry żytomierskiej w końcu października.
Od peregrynacja figury MBFatimskiej

05.10.2009

Wspomnienia z Kazachstanu. Cz.I Chromtau




Chromtau. Miasteczko z ok.15 tys. mieszkańców. W promieniu kilkunastu kilometrów pełno kopalni chromu, w większości odkrywkowych, więc miejscami krajobraz jest niemalże księżycowy. To właśnie kopalnie zatrudniają większą część mieszkańców, także z okolicznych pasiołków, czyli wsi. Ale samo miasto jest zaniedbane, no może poza placem na którym stoi pomnik Lenina, gdzie obowiązkowo zatrzymują się kondukty żałobne i pomnikiem zwycięstwa, w pobliskim parku, przy którym z kolei wszyscy nowożeńcy robią ślubne zdjęcia.




Na ulicach Chromtau zawsze pełno jest ludzi, czasem ma się wrażenie, że w domach nie zostaje dosłownie nikt. Chłopcy grają w piłkę, babuszki siedzą na ławeczkach przed blokiem, wkoło słychać krzyki, rozmowy, ktoś gdzieś głośno puszcza muzykę, ktoś inny trzepie dywan, grupka dzieci w jednolitych, zadbanych strojach idzie na drugą zmianę do szkoły, panie z pasiołków sprzedają ryby i twaróg. Ot, na pierwszy rzut oka całkiem zwyczajna rzeczywistość. Tutaj zupełnie nie widać by ktoś się spieszył (co niestety odnosi się także do drogowców, przez co drogi przypominają ser szwajcarski). Środek miasta zdobią nowy meczet i cerkiew prawosławna, które nocą świecą różnymi kolorami.




W niedzielę, o godz. 11, w domku przy ul. Kariernej 14 gromadzi się na Mszy Świętej wspólnota katolików. Własnego kościoła nie mają, gdyż od lat bezskutecznie starają się o ziemię. Musi wystarczyć wyremontowana połowa domu, gdyż drugiej nie udało się odkupić od sąsiada. Najwięcej jest ukraińskich Niemców, a właściwie ich potomków, gdyż już tylko dwie Babuszki pamiętają tragiczną drogę z Powołża przez Polskę właśnie na kazachski step. Właściwie nie mają do nikogo żalu. Przeżyły swoje, tu urodziły dzieci, z których część zresztą wyjechała do Niemiec za lepszym życiem. Przez kilkadziesiąt lat nie widziały katolickiego kapłana. Dzieci chrzciły w prawosławnej cerkwi.




Baba Katia mówi, że jak nie przyjdzie codziennie na Mszę to „czegoś jej brakuje”. Rosa jest wdzięczna księżom, którzy tu pracowali za okazaną pomoc, tą duchową - gdyż z wieloma sprawami w rodzinie sobie nie radziła. Jej dzieci do Kościoła nie chodzą, z całej piątki tylko Witia jest ochrzczony, Misza przygotowywuje się do sakramentów, a reszta nie chce nawet o tym słyszeć. Zraziły się. Rosa jednak nie traci nadziei i modli się za nie. Ale kiedy trzeba pomóc w kaplicy, np. przy remoncie czy sprzątaniu przychodzą bez mrugnięcia okiem, podobnie zresztą jak Andrzej, prawosławny mąż organistki, która swoją drogą także nie jest ochrzczona, choć czuje się związana ze wspólnotą. Mężczyzn nie ma prawie wcale. Rybałka jest dla nich bardziej atrakcyjnym zajęciem niż „jakieś zabobony”.



Od kilku lat przychodzi Jura (wcześniej prawosławny) raz z żoną – Tanią (wcześniej luteranką). Drugie dziecko ochrzcili już w katolickim kościele, na cześć papieża nadając jej imię Karolina. W zeszłym roku przyszła Walentyna, córka Polki z Kresów Wschodnich. Właściwie to chciała tylko prosić o sakrament namaszczenia dla chorej mamy, ale sama zaczęła przychodzić na Mszę. Ostatnio po raz pierwszy przystąpiła do spowiedzi i przyjęła Komunię. Jak sama mówi, poczuła się „jak nowonarodzona”.



Przez lata komunizmu nikt im o Bogu nie mówił, zamiast katechezy w szkołach mieli marksistowską indoktrynację. Ale teraz wszystko się powoli zmienia. Ludzie coraz częściej szukają Boga. Niestety nie wszyscy jednak mogą przystępować do sakramentów, z bardzo różnych przyczyn. Serioża - mąż Ani - nie chce się zgodzić na ślub, choć zagląda do kościoła przy okazji świątecznego „czajopicia”. Niektórzy są po rozwodzie i w drugim związku. Wiera z trójką dzieci żyje w Kuduksaju, 60 km za Chromtau. Dojazd jest drogi, a zimą prawie niemożliwy, więc w Mszy uczestniczy bardzo rzadko. Oksanka - jej córka - uwielbia przyjeżdzać do miasta właśnie ze względu na możliwość udziału w Mszy. W czasie wakacji przychodzi codziennie. Poza tym dla wielu osób w tym mieście niedziela często jest dniem pracującym. Właściwie ciągle pojawiają się nowe osoby, choć zdarza się, że szybko rezygnują. A mimo to człowiek ma nieodparte wrażenie, że jest tu prawdziwa wspólnota. Widać, że czerpią wielką radość z gromadzenia się na niedzielnej Eucharystii i czują się odpowiedzialni za kaplicę, kapłana i swoją parafię.



Nikomu nie przeszkadzają Karolinka i Tania biegające po kaplicy, ani nawet śpiew, który ciągle jeszcze pozostawia wiele do życzenia. Wielu rzeczy o Kościele ciągle się uczą. Nie wszyscy wiedzą jeszcze czemu np. w piątek trzeba pościć, co to jest Wielkanoc albo jak ma na imię papież. Ale są bardzo spragnieni Boga, otwarci na drugiego człowieka. Przez 4 lata opiekę duszpasterską sprawował nad nimi ks. Janusz Potok. To dzięki niemu stali się wspólnotą, uczył ich śpiewu, prowadził katechezy, w kazaniach odnosił się do życiowych problemów, dotykających ich na co dzień. Ale ks. Janusz przede wszystkim z nimi był, gotowy zawsze służyć pomocą, nie tylko tą duchową, ale także tą zwyczajną, ludzką. Lubił z nimi żartować, spotykać się, odwiedzać w domach, by poznać ich życie. Mieszkał w zwyczajnym bloku, w bardzo skromnych warunkach, więc wiedzieli że jest jednym z nich. Oni mogli liczyć na niego i on na nich. Gdy wyjeżdżał do pracy w Uralsku widać było łzy, nie chcieli go puścić, choć wiedzieli, że teraz jest potrzebny tam. Na jego miejsce przyjechał ks. Piotr.Teraz zaczyna się nowy rozdział w historii chromtauskiej parafii, ale wciąż przecież pisany przez Ducha Świętego.




Mnie także w Chromtau przyjęto niezwykle ciepło. Właściwie bez cienia przesady powiem, że czułem się jak w domu. Tęsknie za uśmiechem Baby Katii, niemieckim akcentem Baby Idy, moim ukochanym szkrabem – Karolinką, niedzielnymi obiadkami u Tanii i Jury, zaczepkami Saszy ... a przede wszystkim za dobrym sercem tych ludzi. Czas jaki tam spędziłem był prawdziwie błogosławiony. Przyjeżdżając tam nie spodziewałem się nawet, że tak przywiążę się do tych ludzi, że w jakiś sposób będę częścią ich rodziny. A oni właśnie do tej swojej wielkiej prafialnej rodziny mnie przyjęli. Otworzyli przede mną swoje domy i swoje serca.

Właściwie to oczekują od nas tylko jednego – pamięci w modlitwie. Są przecież częścią Kościoła. Są prawdziwie Żywym Kościołem.

Przemek

04.10.2009

Światowy Dzień Misyjny 18.10.2009 r.

Pod tym adresem znajdziesz orędzie Ojca Świętego na ten wyjątkowy dla nas dzień. PRZECZYTAJ KONIECZNIE!!!

"W tym czasie każdemu ochrzczonemu powinna towarzyszyć świadomość, że jest to wyzwanie również dla niego, ponieważ na mocy chrztu każdy jest misjonarzem. Miesiąc październik daje chrześcijanom okazję do przeżywania powszechnego wymiaru współpracy misyjnej. Aby celebracja Światowego Dnia Misji była spontanicznym przejawem ducha misyjnego, zaleca się codzienną modlitwę i zbieranie ofiar. W 2008 r. Kościół w Polsce ofiarował z Niedzieli Misyjnej 3 618 665,88 zł, a wszystkich ofiar na rzecz PDM było 5 863 772,04 zł. Kluczowymi drogami misyjnej współpracy są od zawsze wiara, entuzjazm, otwartość i zainteresowanie. Prowadzą one do znalezienia właściwego sobie miejsca w strukturach współpracy misyjnej Kościoła odpowiednio do wieku, dyspozycyjności, a nawet stanu zdrowia. Modlitwa wszędzie jest możliwa, a z niej rodzi się nadzieja na owoce współpracy w wymiarze duchowym i materialnym."
ks. Jan Piotrowski - red. naczelny pisma "Misje dzisiaj"

Warto pamiętać, że Światowy Dzień Misyjny rozpoczyna cały, długi Tydzień Misyjny. Proszę, byście nie zapomnieli o modlitwie za osoby posługujące poza Polską.
Radek

02.10.2009

Oaza modlitwy diakonii misyjnej


W dniach 25-27 IX w warszawskiej parafii św. Rodziny na Zaciszu odbyła się po raz pierwszy Oaza Modlitwy Diakonii Misyjnej. Była to zarówno odpowiedź na wezwanie hasła tego roku: "Czyńcie uczniów ze wszystkich narodów" jak i okazja do rozeznawania drogi dalszego zaangażowania w ewangelizację poza granicami Polski. W OMie uczestniczyło ok.20 osób (z powodu obowiązków niektórzy musieli wyjechać wcześniej lub dołączyć do nas później) z całej Polski, gdyż oprócz silnej reprezentacji z Warszawy i okolicznych miejscowości (zarówno z diecezji warszawsko-praskiej jak i z archidiecezji warszawskiej) mieliśmy też uczestników z Poznania, Łodzi, Lublina i Mysłowic. Za organizację OMu odpowiadała Diakonia Misyjna diecezji warszawsko-praskiej z nowymi odpowiedzialnymi: Agnieszką i Marcinem Skłodowskimi na czele. To właśnie im zawdzięczamy miłą atmosferę, mnóstwo wrażeń a przede wszystkim doskonałą sposobność do zatrzymania się i refleksji nad naszą posługą i dalszą drogą.

Oaza Modlitwy rozpoczęła się w piątkowy wieczór od spotkania z s. Patrycją i s. Sabiną, które przygotowywują się do wyjazdu na misje. Myślę, że kluczowymi i zaskakującymi dla wielu były słowa s. Patrycji, że to nie misje potrzebują nas, lecz my potrzebujemy misji. To one bowiem nas odnawiają i ożywiają. Siostra zauważyła też, że błędne jest myślenie zakładające, że na misje powinniśmy wysyłać ludzi dopiero wtedy, gdy sami w swoich diecezjach, zakonach, lub jak w naszym przypadku - w Ruchu, będziemy mieli wystarczającą ilość kapłanów, zakonnic, tudzież animatorów. Mamy bowiem dzielić się nie tym co nam zbywa, ale czynić bezinteresowny dar, a wtedy Pan Bóg wynagrodzi w dwójnasób powołaniami. Jest to odpowiedź dla tych wszystkich, którzy nie rozumieją, po co wysyłamy wolontariuszy np. do Kazachstanu, jeśli u nas brakuje animatorów.

W czasie wieczornej modlitwy rozważaliśmy fragment z Ewangelii, w którym Jezus wzywa młodzieńca do sprzedania wszystkiego, co ma i pójścia za Nim. Doskonale korespondowało to z sobotnim Namiotem Spotkania, na którym zatrzymaliśmy się nad fragmentem z Ewangelii Łukasza, wzywającym do zaparcia się siebie, jako warunku pójścia za Chrystusem. Towarzyszył nam w tym tekst o. Franciszka ze zbioru: "Idąc, czyńcie uczniami" o konieczności wyrzeczenia się wszystkiego dla Chrystusa. O. Franciszek doskonale zauważył, że w tej misji, którą mamy wypełnić, nie możemy polegać na samych sobie, lecz uznać swoją słabość i zaufać temu, który nas umacnia i w którym wszystko jest możliwe. Wtedy żadne zadanie nie będzie straszne.

Na sobotniej jutrzni mieliśmy niezwykłą niespodziankę, gdyż nieoczekiwanie zawitał do nas ks. Jacek Herma z Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji „Marianum” w Carlsbergu, który całkiem "przypadkiem" dowiedział się o OMie Diakonii Misyjnej i postanowił nie przegapić takiej okazji i nas odwiedzić. Było to dla nas niesamowite zrządzenie Opatrzności i jednocześnie wielki dar, gdyż nie tylko skierował do nas słowo w czasie jutrzni i Eucharystii, ale też towarzyszył nam do końca trwania Oazy Modlitwy, dzieląc się także swoimi doświadczeniami z posługi w Carlsbergu i zapraszając nas jednocześnie do "zakosztowania” życia w „Marianum”.

W sobotnie przedpołudnie gościliśmy brata Morisa ze Zgromadzenia Małych Braci Jezusa, który przypomniał nam, że nie możemy czynić uczniów jeśli sami najpierw nie będziemy uczniami Chrystusa, a więc jeśli sami nie będziemy trwali na modlitwie. Tylko tam mogę bowiem zaprowadzić innych, dokąd sam doszedłem. Brat Moris powiedział też ważne, choć trudne słowa o tym, że Mali Bracia sami nawracają się dzięki ludziom, z którymi przebywają, czerpiąc od nich czasem więcej niż sami mogli by im dać. To spotkanie chyba dla wszystkich było wyjątkowe, raz ze względu na to co brat Moris powiedział, a dwa ze względu na samą jego obecność, która mnie osobiście wydała się już sama w sobie jakimś szczególnym i pięknym świadectwem.

Po obiedzie był czas na "pogodny podwieczorek", czyli krótką rekreację z elementami zapoznawczymi. Następnie udaliśmy się do znajdującego się nieopodal Centrum Formacji Misyjnej, gdzie po odmówieniu Koronki do Miłosierdzia Bożego w intencji misji, misjonarzy i tych, którzy przygotowywują się do wyjazdu na misje wysłuchaliśmy ks. Janusza Paciorka, dyrektora Centrum, który opowiedział nam nie tylko, w jaki sposób "wyposażają" przyszłych misjonarzy w przygotowanie teologiczno-misjologiczne i językowo-kulturowe, ale także czym w ogóle misje są i kto jest ich adresatem. Ks. Janusz podkreślił, że do wypełnienia Wielkiego Nakazu Misyjnego danego nam przez Chrystusa zobowiązany jest każdy chrześcijanin i nie jest to wcale "dodatkowa" działalność Kościoła, lecz sprawa podstawowa. Dowiedzieliśmy się też, że misje są skierowane nie tylko do plemion czy ludów żyjących gdzieś w Puszczy Amazońskiej lub w afrykańskim buszu, ale także do wielkich miast, gdzie coraz częściej spotykamy się z pogaństwem.

Po powrocie dzieliliśmy się na spotkaniach w grupach naszymi wrażeniami z Namiotu Spotkania i dotychczasowego przeżywania Oazy Modlitwy, jak też naszym zaangażowaniem na rzecz misji. Wieczorem w sąsiedniej parafii uczestniczyliśmy w modlitwie w intencji kapłanów, prosząc szczególnie o zapał ewangelizacyjny i misyjny dla księży. Dla mnie osobiście ta inicjatywa była niezwykłym świadectwem troski ludzi świeckich o kapłanów i mam nadzieję, że znajdzie swoją kontynuację także w innych miejscach. Ważnym wydarzeniem tego wieczora było także błogosławieństwo udzielone w czasie Nieszporów Magdzie, która już niedługo wyjedzie do Kazachstanu.

Niedzielnej Eucharystii przewodniczył nasz kolejny wyjątkowy gość - ks. Adam Wodarczyk, Moderator Generalny Ruchu Światło-Życie, który w swoim słowie zapewnił nas, że ta nowa rzeczywistość w Ruchu, jaką jest Diakonia Misyjna ma w nim swoje ważne miejsce. Nakreślił je dokładniej w czasie spotkania, które po Mszy Świętej z nami odbył w bardzo przyjaznej atmosferze, a jednocześnie w bardzo rzeczowej dyskusji. Wytyczył kierunek działania naszej diakonii jako "ad extra" w stosunku do diakonii ewangelizacji, którą określił jako skierowaną "ad intra", wyznaczając więc w ten sposób zależność i relację między obydwoma diakoniami.

Ks. Adam nie tylko zachęcał nas do stałej formacji w diakonii, ale wskazał konkretne teksty o. Franciszka Blachnickiego, które mogłyby, czy wręcz powinny służyć jako materiały formacyjne pierwszego roku pracy diakonii misyjnej. Zawiązują się już bowiem powoli diakonie misyjne w Poznaniu i Łodzi, a potencjalnie istnieją szanse na założenie ich w innych diecezjach. To wszystko sprawia, że Diakonia Misyjna ma przed sobą nowe zadania i nowe perspektywy. Nasi przyjaciele z diecezji warszawsko-praskiej wytyczyli już pewien szlak, przetarli ścieżki. Czas więc teraz pójść ich tropem, korzystając z ich doświadczenia i zapału. Najważniejsze jednak, żeby się modlić i znaleźć ludzi, którzy gotowi byliby podjąć się tej posługi na rzecz misji.

Wierzę, że ten czas był nam potrzebny nie tylko dla poznania się i zjednoczenia sił, ale też po to byśmy wiedzieli skąd mamy czerpać siły i po co tak naprawdę to wszystko robimy. Za to wszystko CHWAŁA PANU!
Przemek