03.07.2008

Kazachstan - misje to codzienność - szara praca, w której człowiek poznaje sam siebie; a niedługo - wracamy

postanowilam sie odezwac, w koncu juz nie duzo czasu zostalo mi w Kazachstanie, bo dwa miesiace.
czas bardzo szybko tu uplywa.. dopiero zaczynal sie maj. a tu juz lipiec.. i wizja powrotu tez coraz blizsza. az dziwnie pomyslec, ze sie stad wyjedzie.
szczerze powiem, to tez nie za bardzo wiem o czym Wam pisac.. bo dla mnie nie dzieje sie tu nic nader ciekawego i wartego opisania.. wszystko jest juz raczej zwyczajne i naturalne.. pewnie jak wroce do Polski bede sie dziwic rzeczami naturalnymi dla Was, ktore juz przestaly byc takimi dla mnie (jak np. DOBRE, tak - dobre drogi polskie).
i pewnie bede tez marznac. u nas tak powyzej 30 stopni teraz to norma.. jak jest ponizej to spokojnie mozna chodzic w bluzce z dlugim rekawem. i nie straszne dla mnie beda juz komary, bo tutaj jest ich miliardy!
piekne niebo tu jest.. naprawde.. takiego nieba w Polsce nie ma.. choc za nic nie zamienilabym pieknego naszeg kraju (nawet dla nieba) na stepowe Atyrau.
niedawno bylam na 3 dni w Uralsku z Ks. Biskupem. Uralsk jest miastem, gdzie jest nasza sasiednia parafia. naszej oczywiscie diecezji. oddalony jest od Atyrau o 500km. takie tu sa odleglosci... a na drodze tylko dwa miejsca, gdzie mozna sie zatrzymac.. wiec zdecydowanie warto oproznic pecherz przed podroza, bo po drodze drzew czy jakichs krzaczkow doswiadczyc bardzo ciezko.. sa tylko krowy kozy i wlatujace pod kola samochodu susly. Uralsk jest w moim i nie tylko moim odczuciu duzo od Atyrau ladniejszy.. chociazby dlatego, ze sa tam drzewa. jest przyjemniejszy, taki.. cieplejszy. bardzo mi sie tam podobalo, dobre jest takie odetchniecie, nawet takie krotkie, od tych samych codziennych widokow w Atyrau.
w sierpniu jedziemy do Aktau, co roku odbywa sie tam oboz dla mlodziezy. jest to miasto nad Morzem Kaspijskim. i slonce podobno niemilosiernie opalajace :)
jesli jeszcze bardziej niz w Atyrau, to ja nie wiem jak bede wygladac :)
wiecie.. taki kilkumiesieczny pobyt naprawde zmienia czlowieka.. tzn w jakim stopniu to sie okaze dopiero po powrocie.. ale juz tutaj mozna dostrzec choc zalazki owych zmian czy owocow.. czesto rodzacych sie w bolu...
duzo planow mam, marzen.. ktore wlasnie tu sie zrodzily a na ktore w Polsce pewnie bym sie nie odwazyla. ile z nich sie zrealizuje to inna sprawa :)
i chce sie juz wracac i chce sie zostac..
tyle ja.
pozdrawiam Was mocno i cieplo :)
Natalia

Brak komentarzy: