05.11.2009

Wszyscy święci w Atyrau


Od kilku dni planowałam napisać kolejnego posta, ale wciąż dzień za dniem uciekał szybciej niż bym sobie tego życzyła. Ale cóż, nie jesteśmy od wyrażania pobożnych życzeń ale raczej od podejmowania pobożnych działań 
Minęły zatem prawie trzy tygodnie. Co się działo w tym czasie? Działania misyjne na placówce misyjnej? Hmm, nie zupełnie. A właściwie tak, zupełnie tak. Czasami życie jest takie proste, a my byśmy chcieli je tak komplikować. Proste słowa z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. No więc człowiek gotów byłby góry przenosić! A Bóg każe stągwie wodą napełnić – wyobrażam sobie, że słudzy z Kany mogli po cichu opatrzyć to polecenie Jezusa odpowiednim komentarzem. Po co to piszę w ogóle? Ano takie nawiązanie do Uroczystości Wszystkich Świętych mi się skojarzyło. Klucz do wszystkiego, klucz do świętości (czy to nie wszystko?) – to wypełnienie woli Bożej. Bycie sekretarką, zamiatanie ulic, robienie zakupów, pisanie książek, praca informatyka – wszystko to można (i według mnie powinno się) traktować jako misję, daną przez Boga. Wiele osób przed moim wyjazdem podkreślało w rozmowach, że u mnie to teraz będzie się coś takiego szczególnego działo, że zaczyna się moja „misja”, ale ja próbowałam przekonywać i teraz tym usilniej to powtarzam, że życie każdego człowieka jest misją. Wystarczy dopytywać Pana Boga każdego dnia, jaką część tej misji powinnam/powinienem dzisiaj wypełnić? Dokąd/do kogo jestem posłana/y?

Dobrze, ale już rozpisałam się na samym wstępie, którego wcale nie planowałam.
Chcecie raczej wiedzieć, co słychać w Atyrau  Co robiłam, kiedy nie pisałam? Najpierw były zapisy na kursy językowe, potem przygotowywałam się do rozpoczęcia zajęć, tzn. przygotowywałam pierwsze lekcje, a teraz już drugi tydzień prowadzę te lekcje. To tak w dużym skrócie „wsio”  Zapisy praktycznie nie były oficjalnie ogłaszane, ale ludzie z okolicy już od dawna czekali na ich rozpoczęcie, więc informacja rozeszła się błyskawicznie pocztą pantoflową. W ciągu dwóch dni zapisałam ok. 180 osób, potem zamknęliśmy zapis, chociaż ciągle nowi chętni przychodzili i chcieli się jeszcze dostać do którejś z grup. Nadal zresztą przychodzą. Grup jest w sumie 14, a godzin wychodzi coś ponad 20. Niemieckiego uczy się kilkanaście osób, reszta przychodzi na angielski: 3 grupy dzieci, 5 grup młodzieży na różnych poziomach i 3 grupy dorosłych. Na ile będą uczęszczać na zajęcia, to wykrystalizuje się dopiero za 2-3 tygodnie, już w pierwszym tygodniu nie wszyscy się zjawili – było ok. 130 osób. Dobrze, starczy tych danych statystycznych. Ale ogólnie było to dla mnie zdumiewające, że ludzie się tak garną na ten kurs. Jak na przykład próbowałam coś podobnego robić w Polsce – takie darmowe korepetycje dla gimnazjalistów przed egzaminem z języka obcego – to zainteresowanie było niewielkie, a przez cały rok chodziły sumiennie 2-3 osoby (a było dwóch nauczycieli!:).
Ogólnie na zajęciach jest fajnie  Dzieciaki są kochane i pocieszne, młodzież różnie: jedni trochę dokazują, inni cichutko siedzą, a dorośli super! Najbardziej mi się podobają grupy dorosłych „dlia naczinajuszich” – z takim namaszczeniem podchodzą do nauki angielskiego, że aż człowiek czuje powagę sytuacji! Panuje ogólnie sympatyczna atmosfera, ale niekiedy, jak coś tłumaczę, lub zapisuję na tablicy, jest taka cisza i skupienie, jak na egzaminie 

Ale tak w ogóle to był drugi wstęp, bo chciałam o czymś innym pisać  To właściwie było w ramach wytłumaczenia, dlaczego nie mam za bardzo czasu pisać na bloga. Otóż właśnie przygotowywanie tych wszystkich zajęć zajmuje mi sporo czasu. Tutaj jeszcze podziękowanie dla wszystkich, którzy po poprzednim moim poście odpowiedzieli na prośbę o materiały! A było sporo takich osób. Nie spodziewałam się takiego odzewu, więc tym bardziej się ucieszyłam! Dziękuję za pomoc, korzystam z niej! 

Chciałam napisać kilka słów o Wszystkich Świętych. Bo obchodziliśmy oczywiście tę uroczystość, ale nieco inaczej niż w Polsce. Nie trzeba było stać w korkach w drodze na cmentarz ani potykać się o znicze, czy wazony z kwiatami. Po niedzielnej Mszy o 11 jechaliśmy na cmentarz – ksiądz biskup zapraszał wszystkich obecnych. Jechaliśmy ok. 5-6 samochodami (w tym jeden bus) za miasto, gdzie są dwa ogromne cmentarze. Pierwszy raz je widziałam, dlatego tym większe zrobiły na mnie wrażenie. Pierwszy, muzułmański, widziałam tylko z daleka – takie murowane jakby zameczki, często z wieżyczkami. Drugi, który nawiedziliśmy, to cmentarz prawosławny, na którym porozsiewane w różnych miejscach są katolickie groby. Widok tego cmentarza wywołał we mnie dziwne uczucia. Załączam kilka zdjęć – sami spójrzcie.












Groby liche, nagrobki tylko gdzie niegdzie, ale wokół każdej mogiły musi stać płotek, który po rosyjsku ma specjalną nazwę podobno – „ograda”. Płotki są najróżniejsze, więc nie mogłam oprzeć się wrażeniu nieładu, chaosu. Kiedy to teraz napisałam, przyszło mi do głowy, że tak mogłabym wyobrazić sobie czyściec – być może to trafniej odzwierciedla realną sytuację tych dusz niż nasze wymuskane, idealnie wypielęgnowane mogiły. Ale modlitwa na cmentarzu była piękna. Było nas tam ok. 25 osób – głównie starsze parafianki, których bliscy spoczywają na tym cmentarzu. Jako że ich groby nie znajdują się w jednym miejscu, spacerowaliśmy po cmentarzu, zatrzymując się i modląc tam, gdzie one zaprowadziły.
Groby katolickie różnią się od prawosławnych krzyżem oraz usytuowaniem – zawsze w odwrotną stronę, tylko nie pamiętam w którą, chyba krzyżem w stronę zachodu. Może ktoś się lepiej orientuje?  Niektóre panie przyniosły ze sobą na cmentarz butelki z wodą święconą, którą polewały groby. Na tym cmentarzu leżą też „patronki” Atyrauskiego Kościoła – kobiety pochodzenia niemieckiego, dzięki którym przed lata nieobecności kapłana przetrwała na tym terenie wiara katolicka.

I z okazji oktawy Wszystkich Świętych modlimy się codziennie Różańcem przed Mszą Świętą. Ksiądz zapraszał parafian do udziału w tej modlitwie za dusze zmarłych – dzięki temu przychodzą takie dwie panie w ciągu tygodnia. Bo normalnie to w tygodniu najczęściej są siostry zakonne i ja  (w środę i piątek często ktoś jeszcze przychodzi). No i ministranci – gdy Msza jest wieczorem, zawsze któryś z nich jest. Dziś np. było aż pięciu. Misza i Sasza są prawie codziennie. W ogóle wczoraj w szkołach jesienne „kanikuły” się rozpoczęły. Dzieci mają tydzień wolnego. Dzięki temu w Centrum u sióstr panuje wesoły gwar nie do opisania. Ministranci urządzili tam dziś nawet boisko do nogi – w sali taneczno-teatralnej – grali w skarpetkach na panelach, więc raczej przypominało to hokej na lodzie… 

Na dzisiaj będę kończyć. Proszę o modlitwę za wszystkie działania podejmowane w naszej Wspólnocie. W Administraturze trwają różne inwestycje, m.in. budowa kościoła w Aktjubińsku. Z Panem Bogiem!
Magda

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Trzymam za Ciebie kciuki Madzia! Pamiętam w modlitwie! Mały.

Anonimowy pisze...

Buziaki! :* Karolina =)