01.09.2009

Ukraina – pierwsze wrażenia

Podole jest piękne. Jakby ziemia była kiedyś morzem o ogromnych kilkudziesięciometrowych falach, które szalały wznosząc się aż pod się niebo i spadając, aż do głębi (PS.107,26). Jakby nagle wszystko to się zatrzymało… i nastała głęboka cisza… i zastygły te ogromne fale… pozwalając na powstanie życia – na zasianie zboża na zboczach wzgórz, na założenie wiosek w głębi jarów i na osiedlenie ludzi na tej ziemi.
Pierwszy zachód słońca i wszędzie podnoszące się mgły… Mgły? Ksiądz Paweł narzeka, że to jakaś dziwna miejscowa tradycja, która głupio tłumacząc się ekologią (sic!) i nie wiadomo czym tam jeszcze, każe ludziom wczesną jesienią palić wszędzie trawy na ogniskach. A ja myślę, że to jakieś nieświadome szaleństwo wiejskich artystów, zbiorowe dzieło sztuki – obraz dymów unoszących się między zielenią ziemi i czerwienią nieba z ognistą kulą opadającą gdzieś daleko na zachodzie…
Ludzie – jak wszędzie: Jest tu także sporo ludzi wiary. Oddani Kościołowi, kochający modlitwę i Pana Jezusa, szukający Go we wspólnotach i życiu duchowym. Za świadectwem Elwiry i Agnieszki, Basi i Agnieszki oraz księży Pawła i Jarka uświadomiłem sobie głęboką prawdę pierwszego Słowa Bożego głoszonego przeze mnie do tej parafii (choć byliśmy akurat tylko we trójkę w kościele). Pierwsze nieszpory 22 niedzieli zwykłej: „Dzięki czynimy Bogu, Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa, zawsze, ilekroć modlimy się za was - odkąd usłyszeliśmy o waszej wierze w Chrystusie Jezusie i o waszej miłości, jaką żywicie dla wszystkich świętych z powodu nadziei /nagrody/ odłożonej dla was w niebie. O niej to już przedtem usłyszeliście dzięki głoszeniu prawdy - Ewangelii, która do was dotarła. Podobnie jak jest na całym świecie, tak również i u was, owocuje ona i rośnie.” Kol 1, 3-6a.
Dużo radości dałem księdzu Paszy, kiedy zaproponowałem, żebyśmy może moim samochodem pojechali na niedzielną mszę do Oleszkowiec. Sam się też później śmiałem podskakując na dziurach i wertepach drogi do tej rozmodlonej po polsku wioski na końcu świata, gdzie brzozy (choć jakieś takie inne…) z daleka kłaniają się w swojej smukłości na powitanie, a sokoły ostatnie zawracają, (bo wrony to już dawno nawet nie wiedziały, że można lecieć tak daleko). Wytrzęsło nas wtedy, oj wytrzęsło. Jak już będzie po zbiorach to „obwodnice” wiosek robią polami – wtedy jest podobno łatwiej Ma ktoś może niepotrzebnego Łazika albo i inny terenowy wóz – bo zima już za pasem ;o)?
Dziękuję Panu Bogu za modlitwę Liturgią Godzin we wspólnocie i w naszym pięknym kościele. Oby tak dalej. A siostrze Monice za płytę z konferencjami na drogę (te o Słowie Bożym są niesamowite). To jest plus długiej podróży samochodem bez zasięgu polskiego radia (choć ks. Paweł z przerwami łapał „Trójkę” w swoim krążowniku szos nawet jeszcze pod Chmielnickim…)
SMSy dochodziły. E-maile też. Dziękuję bardzo
ks. Piotr

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Otec Petro, do Oleszkowiec swoim samochodem?! Czyżby Ksiądz nie wierzył w opowieści o dziurach? ;)

Anonimowy pisze...

Ale się Ksiądz poetycki zrobił :D pięknie!
wyobrażam sobie tę radość w drodze do Oleszkowiec:) hehehe.
Niech się Otec uczy ukrajinskiej mowy. Życzę powodzenia i dużo radosci:)z Panem Bogiem!
Agnieszka

diakoniamisyjna pisze...

Ta poezja tez mnie uderzyla:)
Pozdrawiam
marcin

Monika pisze...

Poezja piękna. Mnie nie zaskoczyła jednak, znając ciut Otca Petro...

Serdeczne pozdrowienia w imieniu osieroconych Wędrusi :))

Monika