19.06.2009

Kilka slow...

Witajcie kochani

My zasadniczo w tej samej sprawie, co Przemek.
Byłyśmy tutaj w Kazachstanie w Atyrau przez 8 miesięcy, mimo że wydaje nam się to mgnieniem, ale byłyśmy tu całym sercem i duszą tworząc tę wspólnotę, pracując, obserwując, rozmawiając, pomagając.





Naszym oczkiem w głowie, są w pewnym stopniu kursy angielskiego. Jest cała masa dzieci i dorosłych czekających na nie i bardzo ważnym jest żeby ktoś nas zastąpił. Jest to nie tylko świadectwo naszego Kościoła, że dajemy coś od siebie za darmo, ale też ożywianie tego kościoła. Ludzie, którzy być może pierwszy raz spotykają się z naszym wyznaniem, mogą na nas spojrzeć i czegoś się dowiedzieć o naszej wierze, w każdej chwili mogą zapytać i zdziwić się, że zostawiłyśmy wszystko żeby tu do nich przyjechać i ich uczyć.



Dopiero później można oczekiwać propozycji matrymonialnych (dziewczyny, to wy nie wyjeżdżajcie stąd my wam tu jakiegoś męża znajdziemy, tylko nas nie zostawiajcie), więziennych (no my to was stąd nie wypuścimy, bo nie wiem jak my tu będziemy żyć bez was), czy zatroskanych ( a wy macie chłopaka? – Nie, a co? – to ja wam znajdę jakiegoś o patrz, ten może być, to ja go spytam – Autor propozycji – Sasha lat 9).
Jeżeli chodzi ściśle o naszą pracę to zajmujemy się tu głównie kursami języka angielskiego, trochę uczymy też polskiego – ale jest to oczywiście niewspółmierne do angielskiego.





Prowadziłyśmy w naszym ostatnim etapie 15 grup, z czego każda spotykała się 2 razy w tygodniu. To wymagało od nas dużo pracy i solidnego przygotowania. Tutaj na bezpłatnych kursach bardzo szybko wychodzi czy prowadzimy coś dobrze i w atrakcyjny sposób, w przeciwnym razie, po prostu ludzie by do nas nie przychodzili, nie polecali znajomym i nie błagali, żeby ich przyjąć koniecznie i nie chodziliby też regularnie na zajęcia. Wszystko jednak dzięki pracy i dużej ilości łask się udało i ludzie przychodzili do samego końca i byli rozczarowani, że wyjeżdżamy i że zajęć nie będzie w wakacje.




A ta część należy już do was. Konkretnie, jeżeli znacie angielski lubicie pracować z ludźmi i swobodnie porozumiewacie się w tym języku, to czeka tu na was spokojnie jakieś 200 – 400 osób, które będą chciały się z wami spotykać najlepiej 2 razy w tygodniu na różnych grupach od początkujących przez intermediet po konwersatorium, nie mówiąc już o dzieciakach, które jak was zobaczą będą mówiły Hello, bez wzglądu na to czy wy odpowiecie im zdrastie czy priviet!

Życie tutaj nie jest łatwe ani trudne. Trzeba się po prostu nastawić na zupełnie inne warunki inne myślenie inną kulturę. To, co w Polsce nie stanowi żadnych problemów tu będzie urastało do rangi zadania niewykonalnego, ale z kolei inne rzeczy, które z naszej perspektywy są niewykonalne tutaj będą możliwe.
Nigdzie indziej nie spotkacie ponad 20 narodowości na 1 mszy, nie przejdziecie na drugą stronę Uralu po lodzie i nie będziecie patrzyli z Azji na Europę i na odwrót, a nawet zrobienie zdjęć z Leninem kroczącym będzie wam sprawiało trudności.
Nie będziecie też rozmawiali z ludźmi, których rodzice zostali przesiedleni a z ich języka ojczystego pamiętają już tylko modlitwy i nie będziecie mieli 400 znajomych w obcym mieście na pograniczu Euro-Azjatyckim.



Bycie tutaj to prawdziwa szkoła życia, ale szkoła, w której warto się uczyć i wykorzystać ten czas na 100 % a on będzie owocował. Na razie owocuje tu, dla tych ludzi, którzy chodzili na kursy i tych, którym poświęciliśmy dużo swojej uwagi. Myślę, że jak wrócimy do Polski będzie owocował dla nas, to wymaga pewnej perspektywy.

Polecamy się waszej modlitwie, a was polecamy Panu Bogu, bo to dzieło, które zaczęły Kasia i Natalia a które my i Przemek mogliśmy kontynuować jest dobre i przynosi owoce, ale potrzebuje robotników. Pan Bóg działa przez drugiego człowieka, więc daj Mu działać tutaj przez siebie, dla tych ludzi, bo warto..
Szczególnie, gdy jesteście animatorami Ruchu Światło – Życie, żyjecie drogowskazami wasza wiara jest ugruntowana i patrzycie na nowy temat roku – te inne narody to też Kazachstan



J&J

1 komentarz:

Anna pisze...

A ja tylko pragnę wspomnieć... że już nie mogę się doczekać kiedy Was wytarmoszę! :D

- Leśny G.