30.09.2011

Nowy rok pracy i nowa odpowiedzialna -czyli diakonia misyjna po łódzku

W środę, 28 IX, odbyło się pierwsze po wakacjach spotkanie łódzkiej diakonii misyjnej. Rozpoczęliśmy Nieszporami, w czasie których wspólnie z moderatorem diecezjalnym modliliśmy się w szczególny sposób za naszą diakonię i jej działania w tym roku. Następnie podzieliliśmy się Ewangelią z dnia, przez którą Pan zachęca nas do tego, aby pójść za Nim i nie oglądać się za siebie, aby nie bać się pójść tam, dokąd On nas pośle,zwłaszcza, jeśli powoła nas do pracy na misjach!

 Dalej przeprowadziliśmy krótki warsztat, który miał za zadanie pomóc nam uświadomić sobie czym jest i powinna być diakonia (rozumiana zarówno jako postawa, służba, jak też jako zespół ludzi), oraz czym są misje, jak je rozumiemy i w jak wielu płaszczyznach należy na nie patrzeć. Na koniec, już przy wsparciu naszego diecezjalnego, ks. Piotra, zaplanowaliśmy najbliższe akcje, związane z obchodami Niedzieli Misyjnej i Tygodnia Misyjnego.
Z radością przyjęliśmy też fakt zbliżającej się Oazy Modlitwy Diakonii Misyjnej. Miejmy nadzieję, że spotkamy się na niej w szerokim, ogólnopolskim gronie, by wzajemnie ubogacać się swoim doświadczeniem i zapałem. 
Spotkanie, mimo późnych godzin wieczornych uznać można za owocne. Radością napawa fakt obecności nowych członków i gotowość do pracy w nowym roku formacyjnym, już z nową odpowiedzialną za łódzką diakonię misyjną - Izą Marczak, która podczas tegorocznych wakacji podejmowała posługę na rekolekcjach oazowych w Chinach!

Przemek

8.09.2011

Spotkanie Diakonii Misyjnej

Po wakacyjnej przerwie wracamy do naszych comiesięcznych spotkań. Zgodnie z tradycją zbieramy się u Pallotynów na Skaryszewskiej w czwartek 22.09 o godz. 19. Zapraszamy serdecznie , bo będzie to wyjątkowa, jedyna okazja do posłuchania na jednym spotkaniu o doświadczeniach misyjnych w Chinach, Kenii i Kazachstanie.

11.08.2011

Ostatni meldunek

Nie udało mi się napisać z Nairobi, bo cały czas biegaliśmy z Fr. Francisem i załatwialiśmy różne sprawy. Była też mała niespodzianka, bo ksiądz wiedział, jak bardzo chciałem jechać z dzieciakami z Laare na safari, dlatego zabrał mnie do parku żyraf, gdzie mogłem „pocałować” takiego niesamowitego zwierzaka.
W tej chwili jestem już w Amsterdamie i w sztucznej strefie zieleni na lotnisku, kwitnę razem ze sztucznymi kwiatkami czekając na samolot do Warszawy. To dobry czas na krótkie podsumowanie, bo w ciągu ośmiu godzin lotu z Nairobi przyszło już kilka refleksji.

7.08.2011

Czas pożegnań

Jak to zwykle w Kenii bywa, zmienił się lekko plan mojego powrotu, dlatego trzeba było przeorganizować wszystko. Pierwotny plan był taki, że jedziemy do Nairobi we wtorek, ale Fr. Francis ma do załatwienia tam jutro jakieś sprawy, więc skrócił mi się pobyt w Mitunguu o jeden dzień.
To pociągnęło za sobą kolejne zmiany, bo rzeczy, które chciałem załatwić w poniedziałek, musiałem przesunąć na wczoraj i dziś, dlatego też zmuszony byłem zrezygnować z zaproszenia na safari organizowanego przez s.Alicję dla dzieci z Laare. Mówi się trudno, żyje się dalej…

5.08.2011

Mój dom...

Wiem, że wiele osób uważnie śledzi historię Agnes i Caroline, pragnę więc przekazać świeże wieści:
Pierwszej nocy Caroline obudziła się i zaczęła płakać, że chce chleba, ale Agnes szybko ją uspokoiła i mała zasnęła.
Dziś kiedy pojechaliśmy do Matetu, to rozradowana Agnes biegła na przedzie całej grupy dzieci. Kiedy Father zapytał, czy chcą odwiedzić rodzinę w domu, to Agnes szybko odpowiedziała, że jeśli rodzina chce je zobaczyć, to może do nich przyjechać, a ich dom jest teraz w Matetu!!!

Nowy początek

Dla Caroline i Agnes to był pewnie jeden z najważniejszych dni w życiu. Wczoraj przed południem dostaliśmy informację, że wszystkie dokumenty potrzebne do zabrania dziewczynek z domu są już gotowe i możemy przystąpić do działania.

3.08.2011

Nasze dzieci ze slumsu

Dokładnie za tydzień będę już w drodze powrotnej do Polski, a tu wciąż tyle spraw do załatwienia. Wczoraj rozpoczęliśmy więc odwiedziny tych rodzin, które mamy najbliżej, czyli te mieszkające w slumsie w Mitunguu.
Wydawało się, że to co najbliżej, będzie najłatwiejsze, ale i tym razem się pomyliłem. O slumsie, skąd się wziął i kto tu żyje, pisałem już w poście o Mitunguu, dlatego nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że większość mieszkańców Koromone (tak tutaj nazywają ten slums) to ludność napływowa.

2.08.2011

To był hard core...

W piątek z samego rana, czyli tutejszym zwyczajem koło południa, ruszyliśmy z Agatą na północ. Najpierw matatu z Mitunguu do Nkubu, później z Nkubu do Meru. Tam chciałem załatwić kilka spraw, między innymi wypłacić parę groszy z bankomatu, bo zasoby w portfelu już się kończyły.
Banków w Meru jest już sporo, więc długo nie trzeba było szukać i wszystko byłoby OK., gdyby nie to, że bankomat zaczął zadawać dziwne pytania, a następnie pożarł moją kartę. Wiele nie myśląc, zrobiłem w banku dużo hałasu, bo okazało się, że bank nie zwraca kart wydanych przez inne banki. Trwało to wszystko dobrą godzinę, ale udało mi się odzyskać kartę i pomyślnie wyjąć szylingi ze ściany.

1.08.2011

Zaległe wieści

Fr. Francis z dziećmi
Były egzaminy, są też wyniki. Najlepszym okazał się być nasz chłopiec Kelly Mutuma. Wczoraj odbyło się wręczenie nagród. Nie ważne, kto zajął które miejsce, prezenty dostali wszyscy, ale najlepsi dostaną wyjątkową szansę nauki w Matetu.
Były tańce, śpiewy i oczywiście przemowy. Ja też musiałem powiedzieć coś od siebie. Wręczyłem również najlepszemu chłopcu i najlepszej dziewczynce małe upominki, które przekazali mi mój siostrzeniec i siostrzenica, chcący podzielić się swoimi zabawkami z kenijskimi dziećmi.

27.07.2011

Ferie zimowe

Co prawda zmieniłem lokalizację, ale chwilowo zostanę jeszcze przy wątku szkolnym, bo w tej chwili, jak Kenia długa i szeroka, trwają egzaminy podsumowujące drugi trymestr roku szkolnego. Myślę, że to dobra okazja do wyjaśnienia jaki system edukacji panuje w Kenii.
Tym, którzy pamiętają jeszcze stary system z przed reformy w Polsce, mogę powiedzieć, że jest praktycznie tak samo jak u nas za starych dobrych czasów. Dzieci idą do szkoły w wieku 3-4 lat i najpierw jest „baby class” i dwa lata Nazary – po naszemu przedszkola. Później od „standard 1” do „standard 8” czyli szkoła podstawowa. Szkoła średnia czteroletnia osobno dla dziewcząt i dla chłopców, no i studia…

24.07.2011

Wszystko co dobre szybko się kończy

Mój pobyt w Laare dobiega właśnie końca. Dziś łapię matatu i udaję się na półkulę południową tzn. do Mitunguu, ogarnąć dzieci od Ks. Francisa. W Laare zostają jednak Monika i Klaudia, które o tym co się tu dzieje piszą na blogu misjalaare.blogspot.com do którego odwiedzania gorąco zachęcam.

23.07.2011

Szkoła w Amungenti

Kilka miesięcy temu zwracaliśmy się do Państwa z prośbą o wsparcie odbudowy spalonego internatu w szkole podstawowej w Amungenti. Dziękujemy za każdą przekazaną na ten cel złotówkę, ale to co zebraliśmy nie starczyło jednak na wiele, bo potrzeby były ogromne.
Zazwyczaj, w takich sytuacjach dyrektorzy szkół odsyłają dzieci do domu tłumacząc, że nie są w stanie zorganizować pomocy. Ksiądz Dionizy – proboszcz parafii Amungenti nie chciał tak postępować, bo byłoby to ze szkodą dla dzieci. Postanowił przesunąć środki, które miał zabezpieczone na rozbudowę szkoły i w ten sposób internat został odbudowany, a wszystkie spalone rzeczy zostały odkupione.

22.07.2011

Amungenti

W środę udaliśmy się do Amungenti by odwiedzić naszą siódemkę dzieci, która pochodzi z tej wioski. O tamtejszej szkole pisaliśmy już jakieś pór roku temu, gdy spalił się internat, na którego odbudowę zbieraliśmy środki. O odbudowie i potrzebach tej szkoły będzie następny post, więc teraz nie chcę się bardzo na ten temat rozpisywać
Na dobry początek ks. Dionizy chciał nam pokazać część swojej parafii, dlatego wsiedliśmy do starszego ode mnie, ale bardzo dobrze utrzymanego Land Rowera i ruszyliśmy w nieznane.

21.07.2011

Jak niewiele do szczęścia potrzeba

Myślę, że najwyższy czas by podsumować budowę domu dla rodziny Ann, Fridah, Daina, Irene i Bonifacego. Z wielką radością mogę ogłosić, że zebraliśmy trzy tysiące złotych, co oznacza, że mamy nadwyżki 500zł. Oczywiście to co zebraliśmy „górką” również się przyda, by zakupić koce, garnki i inne rzeczy, których w domu brakuje.  
Tak jak już pisałem, w budowę zaangażowała się cała rodzina, włącznie z najmłodszymi dziećmi. Kiedy ekipa budowlana skończyła prace, tata razem z Bonifacem wyrównali i utwardzili posadzkę tak by łóżka mogły stanąć na prostej ziemi.

19.07.2011

Ostatnie odwiedziny w Laare

Moja wizyta w Laare nieuchronnie zbliża się ku końcowi, dlatego mocno przyśpieszyliśmy z odwiedzinami naszych dzieci w domach. Sprawę ułatwiła s.Makena, która wróciła w piątek z urlopu i może mi pomoc w wycieczkach po buszu.
Wczorajsze przedpołudnie poświęciliśmy na odwiedzenie domu Judy Kamathi, Schadracka Nkunja i Stelli Kendi. Mieszkają oni jakiś kilometr od szkoły w bardzo malowniczym zakątku Laare między pagórkami. Skrawek ziemi na którym znajduje się ich chata należy do rodziny, mają też kawałek pola na którym uprawiają kukurydzę, banany, fasolę i oczywiście mira.