29.10.2008

Bo Hiszpanie fajni są

To już prawie pół roku minęło od naszych rekolekcji w Hiszpanii.. Ale ciągle są one żywe w naszej pamięci! Tym bardziej teraz, kiedy dotarł do nas filmik, który powstał podczas naszego pobytu, a który swojego czasu nawet ukazał się w lokalnej telewizji.. Bo Hiszpanie fajni są?

Landwarów owocuje :)

Na św. Franciszka młodzież z siostrą przygotowała pantomimę, którą pokazywaliśmy im w Wielkim Poście. Jak widać oni coś robią:D Nie są to ludzie (w większości), którzy przychodzą na spotkania oazowe, ale przecież nie taki był cel rekolekcji. Cieszy mnie to, że nie siedzą cicho, a korzystają choćby z tego. No i dzięki temu innym głoszą też Pana Jezusa i Jego miłość. :D


A oto filmik przedstawiający ich dzieło :)


Jeśli chodzi o Oazę na Litwie, to założyli nawet bloga

i można porozmawiać z nimi na gronie.


r.

26.10.2008

Spotkanie z konferencją na podstawie "Redemptoris misssio"


W ostatni poniedziałek odbyło się kolejne spotkanie naszej diakonii. Tydzień misyjny natchnął nas do przyjrzenia się bliżej tematowi Misji. Ksiądz Piotr przytoczył nam fragmenty encykliki Redemptoris missio Jana Pawła II, w której papież podkreśla, że wśród form uczestnictwa w misjach „pierwsze miejsce zajmuje współpraca duchowa: modlitwa, ofiara, świadectwo życia chrześcijańskiego. Modlitwa winna towarzyszyć misjonarzom na ich drodze, aby głoszenie Słowa odniosło skutek dzięki łasce Bożej.”

Modlitwa powinna być motorem wszelkich naszych działań misyjnych!

Dalej Papież w swoje encyklice podkreśla, że „misjonarzowi w jego ofierze winni towarzyszyć wierni i podtrzymywać go własną ofiarą. Przez taką ofiarę stają się również sami misjonarzami, jak podkreślają pewne stowarzyszenia powstałe wśród nich i dla nich.” Wzorem Świętej Tereski, szczególnie my jako diakonia powinniśmy wspierać modlitwą i swoją ofiarą misjonarzy, zwłaszcza tych z naszego podwórka ( pozdrawiamy Kazachstan :).

Ta młoda święta cytując pewnego uczonego powiedziała kiedyś: "Dajcie mi dźwignię i punkt oparcia, a ruszę z posad ziemią".. Za punkt oparcia mamy SAMEGO WSZECHMOGĄCEGO, za dźwignię: modlitwę, która wznieca ogień miłości. I w ten sposób możemy podźwigać świat!

Dlatego na koniec spotkania odmówiliśmy wspólnie różaniec, oddając w ręce Naszej Matki całe dzieło misyjne!


Ps. Na koniec ogłoszenia dla wszystkich lubiących podróżować- Jan Paweł II w swojej encyklice dodaje: „Turystyka o charakterze międzynarodowym jest już dziś masowym zjawiskiem. Jest ona faktem pozytywnym, jeśli uprawia się ją z nastawieniem pełnym szacunku dla wzajemnego ubogacenia kulturalnego, unikając ostentacji i rozrzutności, szukając kontaktu z ludźmi. Od chrześcijan wymaga się przede wszystkim świadomości, że winni być zawsze świadkami wiary i miłości Chrystusowej. Również bezpośrednia znajomość życia misyjnego i nowych wspólnot chrześcijańskich może wzbogacić i ożywić wiarę. Zasługuje na pochwałę odwiedzanie placówek misyjnych, zwłaszcza przez młodych, którzy udają się tam, by służyć i doświadczyć prawdziwego życia chrześcijańskiego.”

No to co?
Do Różańców i w Świat!!:)

Polecamy lekturę całej encykliki:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/r_missio_2.html
i książki św. Tereski od Dzieciątka Jezus „Dzieje duszy”

Następne spotkanie 24 listopada o 19 na Zaciszu, będziemy
łączyli się wtedy z naszym Kazaszkami! serdecznie zapraszamy!

22.10.2008

Kościół Katolicki jest w lesie....

...czyli o Misterium Kościoła odnalezionym w amazońskiej dżungli.


„Kościół to nie tylko dom z kamieni i złota. Kościół żywy i prawdziwy to jest serc wspólnota.” – po raz kolejny tą prawdę mogłam odkryć będąc gościem na misji w Novo Airao.
Do księdza Jana Sopockiego przybyliśmy wraz z moim, wtedy jeszcze chłopakiem w niedzielę 24 sierpnia.
Na pierwszej niedzielnej Mszy Świętej, stojąc wśród osób, których nie tylko nie znałam, ale, z którymi nawet nie potrafiłabym się porozumieć (poza zapytaniem o drogę), doszła do mnie myśl o wielkości i wspaniałości Kościoła. Pierwszą i najważniejszą Osobą, która nas jednoczyła był Jezus. W czasie Eucharystii przecież dokonuje się największy cud i wszyscy, bez względu na pochodzenie przyszliśmy po to by w nim uczestniczyć. Wszelkie bariery językowe nie miały wtedy żadnego znaczenia - gazetka z tekstem Liturgii nagle była zrozumiała, pomimo tego, że potrafilibyśmy przetłumaczyć co piąty wyraz i to bardziej na zasadzie domysłów. Słowo Boże nie pozostawiało żadnych wątpliwości: moja Ecclesia Mater, zbudowana na skale, jaką jest Piotr, przerasta wspaniałością i pięknem wszelkie wyobrażenia, a to z prostej przyczyny – jest wspólnotą wiary.
Kiedy byliśmy już w trakcie podróży, najpierw płynąc Rio Negro, następnie jej dopływem – Rio Jau, mogliśmy przyjrzeć się pracy misjonarza, można powiedzieć „od podszewki”. Sześć dni spędzonych wspólnie na barce, spotkania z Caboclos, Msze Święte – okazało się, że faktycznie misjonarz musi być człowiekiem „z głową na karku”, mocno stojącym na ziemi i wzrokiem utkwionym w Chrystusa. Gdy przychodziła taka potrzeba, ksiądz Jan zmieniał się: kiedy mieliśmy uszkodzony silnik – w mechanika; kiedy oczekiwaliśmy mieszkańców wspólnot – w muzyka z harmonią; kiedy mieliśmy pytania – w tłumacza; kiedy poszukiwaliśmy i oglądaliśmy kajmany – w osobę dbającą o nasze bezpieczeństwo. W każdym z tych momentów był przede wszystkim kapłanem – niesamowite było dla mnie jego świadectwo o powołaniu – człowiek powołany do miłości, do miłości Kościoła.
Wszędzie gdzie przybywaliśmy, byliśmy witani z niezwykłą otwartością. Przyjazd księdza z Polakami bywa niezbyt częstym wydarzeniem. Coboclos podkreślali wagę takich spotkań poprzez zakładanie, dla nas mogłoby to się wydawać zwykłych, jednak dla Brazylijczyków żyjących w Amazonii - odświętnych strojów.
Mieliśmy także szczęście i zaszczyt uczestniczyć w sakramentalnym włączaniu dzieci do wspólnoty Kościoła. 29 sierpnia byliśmy świadkami dziesięciotysięcznego Chrztu Świętego na tych ziemiach, od kiedy są tam polscy misjonarze. Eucharystię przeżywaliśmy wówczas po raz pierwszy jako narzeczeństwo. I tutaj znów ukazała się powszechność Kościoła: po Komunii, przed rozesłaniem, otrzymaliśmy uroczyste błogosławieństwo, natomiast po zakończeniu Mszy Świętej, Caboclos poprzez pieśni modlili się nad nami wstawienniczo.
Kiedy teraz patrzę na ten czas spędzony w Brazylii, konkretniej czas na misji w Amazonii, to jedno jest dla mnie pewne – nie była to żadna turystyka, ani „wolny wyjazd”, to była przygoda i rekolekcje.
Z jednej strony zupełnie inny świat, kultura, klimat, ludzie, dzikie zwierzęta, gęsta dżungla, z drugiej zaś mając świadomość powszechności Kościoła czułam się jak w domu i to, co było dla mnie „inne” i „nieznane” nie sprawiało, że byłam zagubiona, ale przeciwnie: otwarta na bogactwo świata, który pokazywał mi Pan Bóg.

Anna Dowejko

Fragmenty tekstu przygotowanego dla „Horyzontów Misyjnych”

21.10.2008

Kazachstan, czyli kraina błotem i ropą płynąca...

Zdrawstwujtie!
Pewnie jesteście ciekawi, co u nas?
Nadejszła wiekopomna chwila, żeby zaspokoić waszą niezdrową i przysparzającą, o wrzody żołądka ciekawość.
Tak więc, że tak powiem piszemy tego posta z pokoju oblężonego przez hardy złowrogich żądnych krwi komarów. Ataki tych mieszkańców naszego domu (czytaj plebani) są jawnym prześladowaniem chrześcijan na wschodzie – „ale nic to”* dla harcerzy takich jak my którymi nigdy nie byłyśmy!
Podróż przebyłyśmy bez większych przeszkód nie licząc kilku z nich, które w zasadzie możemy nazwać swoistego rodzaju przygodami, które zostaną tajemnicą, żeby nie zepsuć do końca dobrego zdania o nas – mamy nadzieję, że większość z was takowe jeszcze posiada. W tym miejscu pozdrawiamy Natalię R. i ks. Piotra. G., którzy to dobrowolnie przez swoją decyzję i chęć odwiezienia nas na lotnisko, podjęli w naszej intencji post od snu, na czas naszego pobytu w Atyrau – czytaj najbliższe 9 miesięcy – ciekawe, co się z tego urodzi (zachęcamy do włączenia się do tego dzieła).
Po 23 godzinach podróży wylądowałyśmy, że tak zacytujemy – w ten dzień, który przywitał nas ulewą**. W zasadzie stwierdzenie o tym, że był to dzień jest lekkim nadużyciem, albowiem była 4 w nocy (z tego miejsca pozdrawiamy wszystkich wstających o tak nieprzyzwoitych godzinach – zwłaszcza ks. bp. Janusza K.).
Po przyjeździe na plebanię (czytaj tu mieszkamy) i herbatce zakrapianej ciasteczkami straciłyśmy świadomość, odzyskałyśmy ją o godzinie 2 w dzień, za przyczyną księdza Czarka krzyczącego przez drzwi, że za 10 minut obiad. Zjadłyśmy, więc obiad na śniadanie wraz z całą załogą obecną na pokładzie (czyt. Ks. biskup, ks. Piotr – proboszcz tużyjca, ks. Czarek – proboszcz przyjezdny, tata ks. biskupa i Aleg – też tużyjca tylko nie ksiądz).
Zwiedziłyśmy teren plebani i dom sióstr elżbietanek ze świetlicą dla dzieciaków. Zagrałyśmy z 3 z nich w twistera, starając się skoordynować wszystkie nasze kończyny z rozpoznaniem, które z nich są lewe a które prawe (Jesteśmy w kościele katolickim tu nie liczy się prawo, ale wiara!). Poznałyśmy Mrs. K., tytana nauczania angielskiego na miejscu i władcę wszelkich zmaterializowanych pomocy naukowych w tej parafii, której majątku już wkrótce naukowego staniemy się dziedzicami****.
Następnie była msza po rosyjsku – wysiliłyśmy wszystkie nasze lingwistyczne muskułki ażeby nadążyć za tekstem ale niestety odpowiadałyśmy tylko amen i alleluja i Panie złój się nad nami, ale nie pamiętamy jak to leciało więc nie zacytujemy, ale za to wprowadziłyśmy polski element na różańcu (różaniec = 2 części po angielsku + 2 po rosyjsku + 1 po polsku – my prowadziłyśmy, ale nas prześcignęli, bo każdy dopasowywał „święta Mario” według własnych preferencji językowych).
Jeżeli chodzi o dziśdzień to bawiłyśmy się wstawianiem zdjęć na stronę parafii, byłyśmy z biskupem w urzędzie gdzie wojskowi noszą czapki, które chronią od deszczu, śniegu i słońca oraz wiatru (namiot jednogłowy). Biskup obiecał Justynie, że może taką kupić tylko będzie mogła w niej chodzić jedynie we własnym pokoju, bo nie zmieści się we framugi, a na przebudowę jeszcze za wcześnie.
Uczyłyśmy się też rosyjskiego (oćeń!).
Na koniec zabrakło prądu i była kolacja przy świecach z bardzo pouczającą dyskusja o życiu biskupa Turkmenistanu i życiu tutejszej diecezji.
I tak minęła noc i poranek dzień pierwszy i drugi a Bóg wiedział, że były dobre.
A teraz okazało się, że Justyna ma zadymę w pokoju, bo zajął się, odkomarzacz (zajął się spaleniem się i zglijowaniem plastiku na wierzchu – cóż każdy ma jakieś zajęcia).
Ściskamy w pionie i w poziomie

Justyna i Jowita


*jak mówi Pan Wołodyjowski
** por. Kult „Dziewczyna bez zęba na przedzie ***
*** skryptor jest trochę głupi i ma niezdrowe skojarzenia
**** - czkami (brzmi jak odgłos czkawki) – wersja dla feministek,
****których nasza padruga Ania D. nie lubi...

PS. Na przyszłość obiecujemy, że postaramy się pisać nieco krótsze posty :)

19.10.2008

Niedziela Misyjna - dziewczyny juz odleciały do ciepłych krajów:)

Dziś Niedziela Misyjna. Módlmy się też za nasze wolontariuszki - Jowitę i Justynę, które już są zjadane przez komary w Kazachstanie. Uroczyście z niespodzianką i podarunkami pożegnane zostały przez przyjaciół w Warszawie. W czwartek 16.10 - w rocznicę wyboru Karola Wojtyły "z dalekiego kraju" odwieźliśmy dziewczyny do Berlina skąd poleciały do jeszcze dalszego kraju by dzielić się Chrystusem.
Były już pytania od kogoś z młodzieży miejscowej: kiedy będą, jak mają na imię ("o jak dziwnie"), jakie są - czyli były oczekiwane - poprzedniczki rozbudziły oczekiwania:) Oby przez nie tez Pana Jezusa było widać. Juz niedługo - pierwsze wiadomości od nich!!!
W drodze powrotnej z Berlina zajechaliśmy do Łodzi gdzie Przemek został posłany przez tamtejszego Moderatora Diecezjalnego ks. Piotra Pirka i zawiązującą się łódzką Diakonię Misyjną na służbę do Administratury Atyrau. Odleci on tam mniej więcej za dwa tygodnie.Mamy więc wiele powodów do modlitwy za misje. Zachęcam do wieczornego "Zdrowaś Maryjo" w każdej z tych intencji. A ponieważ intencji się nazbierało - to zachęcam do codziennej dziesiątki różańca po 21.00 (kiedy zrozpaczone i stęsknione wolontariuszki będą chlipały w brzuchy miśków otrzymanych od przyjaciół na pożegnanie - chyba że celnicy je zabrali...).
Oto 10 intencji: 1.za Jowitę, 2.za Justynę, 3.za Przemka, 4.o nowe powołania misyjne, 5.za przygotowywaną ewangelizację na Łotwie, 6.za przygotowywaną Szkołę Ewangelizacji dla młodzieży ze wschodnich krajów, 7.za przygotowywaną Adopcję na Odległość, 8.za naszego biskupa Henryka, 9.za nowo powstającą Diakonię Misyjną w Łodzi, 10.o rozwój naszej diakonii.
A nasze najbliższe spotkanie odbędzie się już jutro - 20 października o godz. 19.00 w tym samym miejscu co zwykle - w parafii MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie nad zakrystią.
Szukamy animatorów chłopców i małżeństwa z DK na ewangelizację na łotwie w dn. 29.11-6.12.(może być krócej)

14.10.2008

Październikowe spotkanie i pożegnanie "Kazaszek"


Najbliższe spotkanie Diakonii Misyjnej odbędzie się jednak 20 pażdziernika o godz. 19.00 w tym samym miejscu co zwykle - w parafii MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie nad zakrystią.

Niestety - nie będzie tam już z nami nowych kazachskich wolontariuszek.
Pobłogosławiliśmy na ostatniej Szkole Animatora 4.10 Jowitę i Justynę do pracy w Kazachstanie. Moderator Diecezjalny wypowiedział nad nimi szczególne błogosławieństwo w czasie mszy świętej i dostały nasze oazowe krzyże misyjne ("Foski";). Zobowiązaliśmy się do codziennej modlitwy za nie (przynajmniej jedno "Zdrowaś Maryjo") i dziewczyny się pakują.
W czwartek z rana odwozimy je do Berlina, a potem już tylko Moskwa i Atyrau. Dziękujemy za wsparcie finansowe wszystkich ofiarodawców. Dzięki Wam możliwa jest ta podróż i służba. Zapraszam teraz do pamięci o dziewczynach w modlitwie i w korespondencji internetowej. Wracając z Berlina mamy nadzieję uczestniczyć w pierwszym spotkaniu powstającej w Łodzi Diakonii Misyjnej tamtejszej Archidiecezji. "Magnificat"!!! Potrzebna jest tam ta diakonia gdyż Przemek, który wyjedzie pod koniec października także będzie potrzebował wsparcia "swoich".

9.10.2008

Halinów ubezpiecza misje :)

W niedzielę 5 października byliśmy z ks. Piotrem w parafii NMP Matki Łaski Bożej w Halinowie, żeby opowiedzieć co nieco o Kazachstanie i pokazać trochę zdjęć. Z ofiar parafian zebrało się 1170 zł - mniej więcej tyle kosztuje ubezpieczenie Justyny i Jowity - kolejnych "Kazaszek".

Okazuje się, że parafia już od dawna wspiera misje, m.in. poprzez dzieło adopcji na odległość oraz regularną modlitwę. Ponadto wśród dzieci i młodzieży prężnie działa wolontariat, który od pierwszych klas podstawówki kształtuje w nich otwarte serce i ręce chętne do niesienia bezinteresownej pomocy.

O adopcji na odległość niebawem przeczytamy więcej...

Tymczasem - Bóg zapłać parafianom z Halinowa za ubezpieczenie misji :) (Zachęcam do plagiatu w innych parafiach)

Kasia

1.10.2008

św. Teresa od Dzieciątka Jezus i nasze działania


Ta wielka (choć Mała) święta jest naszym patronem, bo jest patronem Misji, choć nie ruszyła się ze swojego klasztoru kontemplacyjnego. Ufamy jej wstawiennictwu i prosimy o deszcz róż także w naszej posłudze.
I jest ona też patronem naszego działania - bo przypominam, że pierwszym naszym zadaniem jest - tak jak u św. Tereski - modlitwa w intencji misjonarzy.
Szczególnym darem w duchu Tereski jest animatorka z naszej diecezji, która z powodu swojej ciężkiej choroby nie może brać udziału w pracach naszej diakonii, a tym bardziej wyjechać na wolontariat na rok. Chce ona jednak ofiarować swoje cierpienie i modlitwę za pracę tych, którzy wyjeżdżają na rok pracy. WIELKI DAR. DZIĘKUJEMY CI BARDZO ZA TO!!!

A jest za kogo się modlić: W sobotę na Szkole Animatora będzie uroczyste błogosławieństwo i posłanie Przemka z Archidiecezji Łódzkiej oraz Justyny ze wspólnoty parafii św. Ojca Pio na Gocławiu i Jowity ze wspólnoty parafii św. Marka na Targówku, którzy w październiku wyjadą na drugą turę wolontariatu do Kazachstanu.

Szykujemy się na przełomie listopada i grudnia na ewangelizację na Łotwie (i poszukujemy - teraz już tylko chłopców-animatorów mówiących po angielsku oraz małżeństwa z Domowego Kościoła). Przygotowujemy jeszcze Szkołę Ewangelizacji... ale o tym później.

I jeszcze - w Kazachstanie naszych wolontariuszy wyprzedzi już modlitwa kazachskich karmelitanek, do których niedługo wyjeżdża znajoma z Ruchu i poprosi o modlitwę. Ech ta św. Tereska!!!
Acha! Goście ślubu Kasi i Mateusza z 5 lipca dali dla diakonii 1240zł. Niewiele już więc w sumie pieniędzy brakuje na wyjazd kazachskich wolontariuszy. MAGNIFICAT!!!
PS. Nasze następne spotkanie - 22.10 o 19.00 na Saskiej Kępie - jak zwykle(jeśli nic sie nie zmieni).
x.Piotr

23.09.2008

RPA, Iza - (wołanie o powołania misyjne) i.. nasze nowe spotkanie



Wróciły dziewczyny z Kazachstanu; wróciły i z Ukrainy. Na najbliższym spotkaniu naszej diakonii w parafii MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie nad zakrystią 25.09 o 19.00 wysłuchamy ich relacji i podsumowania pracy. Pozegnamy też dwie następne wolontariuszki, które w październiku wyjeżdżają na rok do Kazachstanu. Będzą to też pierwsze prace przygotowujące nasz grudniowy wyjazd ewangelizacyjny na Łotwę. Zapraszamy więc chętnych do współpracy (szczególnie jeśli chcą tam z nami jechać). Zapraszamy też ludzi, którzy zastanawiają się nad wyjazdem na wolontariat za rok. Trzeba wcześniej się przygotować do takiego wyjazdu - nie w czerwcu dopiero - dlatego zapraszam już teraz - przyjście na spotkanie diakonii nie jest wcale wiążące bezwzględnie...:)

Modliliśmy się także za Izę, która służyła Panu i ludziom w RPA. Ona także już wróciła po swoim wolontariacie. Oto ostatni fragment z jej listów. Myślę że mocno poruszy serca swoim nawoływaniem:


"Jedna z naszych sióstr tutaj wyjechała i to na zawsze. Miała wyjechac parę miesięcy później, lecz teraz jej brat ciężko zachorował i chciała go jeszcze zobaczyć.
Wyjechała po 28 latach....nawet nie zdążyła się z wszystkimi pożegnać. Nie jestem chyba w stanie sobie wyobrazić jakie to było dla niej trudne. Polubiłam ja.
Byla tu szefowa kuchni i często jej pomagalysmy bo duzo ostatnio chorowala. Zawsze bylo wesolo.
Pojechalysmy dzis o 4:30 nad ranem nad lotnisko razem z nia. Byl to dla mnie wielki zaszczyt.
Nie bylam w stanie powstrzymac lez....
Co mnie juz dzis caly dzien meczy to nie tylko smutek ze wyjechala tak nie oczekiwanie szybko ale i fakt ze widac ze sie tu teraz wszystko kruszy bo siostry sie starzeja i czekaly cale lata na nowe mlode siostry ktore nie przyjechaly...ani jedna....a byl uszykowany nowicjat dla 30 siostr...
Siostry dzis wszystkie byly zalamane, bliskie lez...ja tez...
Wszystkie sie boja bo nie wiadomo co bedzie....Maja tu dwa konwenty i ze wsgledu na duzo ilosc starych siostr ktore prawdopod. wroca wkrotce do Niemiec beda musieli jeden z nich rozwiazac...
Widze teraz skutki braku powolan....JEST TO TAKIE SMUTNE....to miejsce istnieje tu juz od 50 lat, zawsze byly siostry....
Prosze was MODLMY SIE O TO.... dla tego miejsca juz pewnie jest za pozno ale jest jeszcze tyle pracy, tyle miejsc..."

Modlimy się więc już teraz za nowych wolontariuszy - 3x"Zdrowaś Maryjo...", o nowe powołania misyjne - 1x"Zdrowaś Maryjo..." i za ewangelizację na Łotwie - 1x"Zdrowaś Maryjo...". I modlimy się też na spotkaniu - na które zapraszam!
x.Piotr

17.09.2008

Kazachstan - miesiąc po...

15 września minął miesiąc od mojego powrotu z Atyrau. Wstępnie nacieszyłam się rodziną, przyjaciółmi, domem, przyrodą, Polską. Wstępnie zmarzłam (skok z +40C do +14...). Wstępnie przytyłam. Teraz czas tęsknienia za ludźmi, którzy tam zostali. I czas dziękowania Bogu, że dał mi przeżyć taką przygodę. Bo pomyślcie - ilu z Was dziś pomyślałoby, że za miesiąc pojedzie na rok do Kazachstanu?... Pomysł zupełnie od czapy, nie?

Przechodzę teraz ścieżkami sprzed roku. Powakacyjny dzień wspólnoty i pierwszy apel o wolontariuszy. Powracające czytania. Na przykład Łk 5,1-11. Słowa "Wypłyń na głębię i zarzućcie wasze sieci na połów" potraktowałam wtedy jako wezwanie do pójścia wbrew mojej logice i rozsądkowi.

Teraz realizuje się dalsza część tej Ewangelii: "Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczęły się rwać." Wyjeżdżałam z wiolonczelą, laptopem i 10-kilogramową torbą; wróciłam z takim bagażem doświadczeń, nowych umiejętności praktycznych, inter- i intrapersonalnych, refleksji, wspomnień, osób w sercu, którego się nie spodziewałam. Nie liczyłam, że tyle dostanę.

Kasia, już nie z Atyrau.

16.09.2008

UKRAINA... marzec-wrzesień 2008

Slawa Isusu Chrystu!

To słowa jakie słyszy się tu najczęściej. Na dzień dobry, na pożegnanie...

Zaczął się nowy rok szkolny, w seli widać już jesień... tu lato kończy się wraz z końcem wakacji.. Nasze ukraińskie życie w Gwardijsku też powoli dobiega końca. Nadszedł czas podsumowań i refleksji.

Pół roku uczestnictwa w życiu tutejszej parafii, tutejszego Kościoła- to, co tu zobaczyłam i czego doświadczyłam- pozostanie we mnie na zawsze. Pokochałam tych ludzi i zawsze będę ich i to miejsce nosić w sercu. W sercu, które odtąd jest podzielone pomiędzy Polskę i Ukrainę.

Pożegnanie z czymś do czego się przywiązało nigdy nie jest łatwe. I chociaż jeszcze niedawno trudno mi było wyobrazić sobie, że niedługo zostawię ten świat i wrócę do normalnego życia to teraz z każdym dniem coraz łatwiej mi przychodzi myśl, że czas wracać.

Na wszystkie rzeczy pod niebem jest wyznaczona godzina. Bycie tu było dla mnie ogromną łaską, podarunkiem od Pana Boga. I Pan Bóg daje łaskę na każdy czas. Łaskę która jest potrzebna w danej chwili. Był ze mną gdy podejmowałam decyzję o wyjeździe i był kiedy przekonywałam siebie, że pora wracać. I teraz, kiedy każdy dzień przynosi pożegnanie z miejscem czy ludźmi, Bóg daje mi taki wewnętrzny pokój. Poczucie, że wszystko jest tak jak być powinno. I myślę tylko czasem, że teraz, kiedy wiele rzeczy już wiem, patrzę na to wszystko z góry, chciałabym zostać tu dłużej, zmienić to, co było nie tak, zrobić to, czego nie zdążyłam zrobić, przeżyć ten czas inaczej, owocniej. Ale wszystkie te doświadczenia pomogły wyciągnąć wnioski na przyszłość i stanowią pewne źródło natchnień, do którego na pewno nie raz jeszcze w życiu będę wracać.

Choć pół roku w perspektywie wieczności to niezbyt wiele ;) to tego, co działo się tu przez ten czas wystarczyłoby na grubą książkę. A moje przemyślenia zajęłyby drugi tom.

Był to niewątpliwie czas nawracania. Na początku poprzez ogromną radość, której doświadczałam każdego dnia. Ciepło i wsparcie od ludzi, radość dzieci, poznawanie języka i nowych miejsc. Ale Bóg nie szczędził także trudnych doświadczeń, pustyni. Jednakże z perspektywy czas wszystko układa się w piękną całość. Ludzie, których postawił na mojej drodze pozwolili mi odkryć prawdę o mnie, czasem bardzo miłą, budującą, a czasem niekoniecznie przyjemną. Ale poprzez świadectwo swojego życia dawali mi siłę do przyjęcia jej i zmieniania się. Postanowiłam więcej od siebie wymagać, gdyż o wiele rzeczy, aby się rozwijać, trzeba powalczyć, z wielu zrezygnować. I to ode mnie zależy w dużym stopniu jak będzie wyglądać moje życie. Chciałabym, żeby to było życie wynikające z modlitwy i przepełnione modlitwą. Modlitwą, którą tu na nowo odkryłam.

To tak krótko chciałam się podzielić po raz ostatni z Ukrainy moimi obecnymi ogólnymi przemyśleniami. Z czasem postaram się napisać konkretniej co tu się działo :)

Za wse Slawa Isusu Chrystu!!!

Agnieszka

6.09.2008

Litwa - Oaza Nowego Życia 1 stopnia w Taboryszkach

Jako moderator naszej diakonii prowadziłem w tym roku wspaniałe i głębokie rekolekcje oazowe na Litwie.
Całkowicie międzynarodowe, mimo małej ilości uczestników:
był jeden Litwin - Tomas, mówiący takze po rosyjsku i angielsku oraz pięknie uczący się mówić po polsku;
jedna Polka z Szetlandów (wyspy szkockie) - Emilka (polski i angielski);
trzy osoby z Polski - Monika, ciocia Zenia i ja (angielski i rosyjski także);
dwie Białorusinki - Galia i Aliesja (i litewski i rosyjski i pięknie polski i jeszcze...)
oraz 6 Polaków z Wilna i spod Wilna - Eliza (nie-Orzeszkowa), Jolia:),Vadim (Vandam) i Adam (nie-Mickiewicz), Renata (teatralna) i Erika (Ernesta) (wszystkie okoliczne języki).
Wielojęzyczność nie była cechą najbardziej charakterystyczną. Oczywiście jak to już na oazach Pan Jezus nas przyzwyczaił - jak na 1 stopniu - wielkie i piękne nawrócenia oraz przemiana życia. Najbardziej niezwykła jednak była ufność i wiara młodzieży oraz gotowość do przyjęcia trudnych warunków życia i woli Pana względem tego ile nas będzie i jaka jest nasza rola w Taboryszkach.
Kiedy pierwszego dnia po przyjeździe animatorów próbowałem coś zrobić żeby była ciepła woda w jedynej łazience jaką dysponowaliśmy i nie udało mi się to - rozmyślałem jakby tu wycofać się z tych rekolekcji albo je przenieść w inne miejsce i nie udało mi się nic naprawić - to od animatorek usłyszałem spokojne "To będziemy się myć w zimnej wodzie...":)
A gdy pierwszy dzień oazy zaczynaliśmy tylko z 3 uczestnikami - myślałem żeby z tego wszystkiego zrezygnować, zaś animatorki mówiły, że modlą się i wierzą iż mamy tu być... (Dopiero na świadectwie pod koniec oazy dziewczyny przypomniały mi, że sam do nich pisałem sms w czerwcu, że ja przyjadę do nich nawet tylko dla 3 uczestników - Pan to jest dokładny w sprawdzaniu - co?)
Uczestnicy dojechali - i choć było ich tylko 7 w sumie - to Pan ich kocha i cudownie zmienił im życie!!! I chciał tej oazy dla nich - mam nadzieję że niedługo sami też o tym tu napiszą. I okazało się że w naszych zajęciach czasami brało udział bardzo owocnie także 5 młodych osób z samych Taboryszek oraz codziennie kilkanaście kochanych dzieciaków z tej parafii (czasem nawet siedzieli z nami do 23.00 na cichej adoracji Najświętszego Sakramentu!!!
Słuzba i wiara animatorek z Litwy i Białorusi była dla mnie wzorem postawy Chrystusa Sługi.
Chwała Panu!
x.Piotr

Ps. Można z oazowiczami z Litwy pogadać na gronie. Zapraszam tu.

5.09.2008

Kazachstan - 4 pozytywne zdania podsumowania.

jak juz wiecie, nasza kazachska przygoda dobiegla konca..
tez czas teraz juz w Polsce jest dla mnie nie tylko czasem aklimatyzowania sie tutaj w, tak naprawde, mojej rzeczywistosci prawdziwej, lecz jest rowniez czasem podsumowania tych miesiecy spedzonych w Atyrau.
bez watpienia byl to czas dla mnie wazny. 9 miesiecy, ktore mialy wplyw na to jaka jestem teraz i na to jak moje zycie ma teraz wygladac, jak sie zmienic.
owocem sa zmiany, ktorych teraz dokonuje, decyzje, ktore podejmuje. juz bardziej odpowiedzialne, dorosle.
wazne jest tez dla mnie gdy mysle o Kazachstanie spojrzenie na powszechnosc Kosciola. na jego wielkosc, na potrzeby..
pewne jest to, ze Kazachstan i Atyrau, a przede wszystkim ludzie ktorych tam poznalam, mlodziesz, parafianie, ale rowniez ksieza i cala "NASZA" diecezja, wszystkie jej parafie, - pozostana gleboko w moim sercu i w mych modlitwach.
mam nadzieje, ze i Waszych..
naszym nastepcom zycze wielu owocow Ich pobytu tam w ich zyciu i w zyciu ludzi i parafii

natalia.

4.09.2008

Magnificat

Z wielu powodów wielka radość jest w naszych sercach pod koniec wakacji (w końcu większość z nas to studenci - czyli jeszcze mają wolne). Chcemy wyśpiewać z Maryją "Magnificat" za zakończoną (wyjazdem z młodzieżą atyrauską nad Morze Kaspijskie) pracę wolontariuszek Kasi i Natalii w Kazachstanie i kończącą się Agnieszki i Elwiry na Ukrainie (ciekawe czy wrócą tak uświęcone;). Na naszym sierpniowym spotkaniu diakonii witaliśmy "Kazaszki", a mam nadzieję, że na Dniu Wspólnoty 14.09 usłyszymy ich świadectwa. Mam też nadzieję, że wszystkie 4 już niedługo coś tutaj napiszą na podsumowanie swoich wyjazdów.
Co najmniej ja i Ania mamy też coś do opowiedzenia o wakacyjnych dziełach ewangelizacyjnych, w których uczestniczyliśmy na Ukrainie i Litwie, a Agata jest teraz na szkoleniu... Już niedługo będziemy więc pisać...
Jednakże zauważyłem, że Pan Bóg daje nam teraz czas oczyszczenia i zwolnienia tempa pracy. Do przyszłych wakacji na pewno nie będzie naszej współpracy z Gwardiejskiem na Ukrainie; Kenia została zastopowana przez "mających rozeznawać duchy"; nie wiadomo, czy w końcu zdecydują się wyjechać od października nowe wolontariuszki do Kazachstanu (przynajmniej ja po wakacjach nadal nie wiem), a i krótki wyjazd ewangelizacyjny do kolejnego kraju stoi pod dużym znakiem zapytania...
Ks. Franciszek Blachnicki często przecież także przechodził przez trudne wydarzenia: Stałym zaleceniem Ojca jest odmówienie Magnificat w każdej przeżywanej trudności. W pierwszym liście po zaaresztowaniu i likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości z marca 1961 roku pisze na początku: "Ufam, że Niepokalana sprawiła, iż przyjęłyście ze spokojem i poddaniem się Jej woli to, co zaszło i że nie zapomniałyście odmówić Magnificat. Nie trzeba się Jej też zanadto naprzykrzać prośbami o uwolnienie, raczej Jej to zostawić, a prosić o lepsze i ważniejsze rzeczy."
Plany mamy (nawet już w miarę konkretne na czas sylwestrowy) - ale ze spokojem modlimy się, rozwijamy się (mamy nadzieję na rozpoczęcie stałej współpracy z Centrum Formacji Misyjnej) i czekamy na znaki od Pana. Dlatego zapraszam na spotkanie Diakonii Misyjnej na Dniu Wspólnoty Diakonii 20.09 (jeśli się odbędzie) przy katedrze oraz 25.09 jak zwykle o 19.00 u MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie.
x.Piotr