23.09.2008

RPA, Iza - (wołanie o powołania misyjne) i.. nasze nowe spotkanie



Wróciły dziewczyny z Kazachstanu; wróciły i z Ukrainy. Na najbliższym spotkaniu naszej diakonii w parafii MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie nad zakrystią 25.09 o 19.00 wysłuchamy ich relacji i podsumowania pracy. Pozegnamy też dwie następne wolontariuszki, które w październiku wyjeżdżają na rok do Kazachstanu. Będzą to też pierwsze prace przygotowujące nasz grudniowy wyjazd ewangelizacyjny na Łotwę. Zapraszamy więc chętnych do współpracy (szczególnie jeśli chcą tam z nami jechać). Zapraszamy też ludzi, którzy zastanawiają się nad wyjazdem na wolontariat za rok. Trzeba wcześniej się przygotować do takiego wyjazdu - nie w czerwcu dopiero - dlatego zapraszam już teraz - przyjście na spotkanie diakonii nie jest wcale wiążące bezwzględnie...:)

Modliliśmy się także za Izę, która służyła Panu i ludziom w RPA. Ona także już wróciła po swoim wolontariacie. Oto ostatni fragment z jej listów. Myślę że mocno poruszy serca swoim nawoływaniem:


"Jedna z naszych sióstr tutaj wyjechała i to na zawsze. Miała wyjechac parę miesięcy później, lecz teraz jej brat ciężko zachorował i chciała go jeszcze zobaczyć.
Wyjechała po 28 latach....nawet nie zdążyła się z wszystkimi pożegnać. Nie jestem chyba w stanie sobie wyobrazić jakie to było dla niej trudne. Polubiłam ja.
Byla tu szefowa kuchni i często jej pomagalysmy bo duzo ostatnio chorowala. Zawsze bylo wesolo.
Pojechalysmy dzis o 4:30 nad ranem nad lotnisko razem z nia. Byl to dla mnie wielki zaszczyt.
Nie bylam w stanie powstrzymac lez....
Co mnie juz dzis caly dzien meczy to nie tylko smutek ze wyjechala tak nie oczekiwanie szybko ale i fakt ze widac ze sie tu teraz wszystko kruszy bo siostry sie starzeja i czekaly cale lata na nowe mlode siostry ktore nie przyjechaly...ani jedna....a byl uszykowany nowicjat dla 30 siostr...
Siostry dzis wszystkie byly zalamane, bliskie lez...ja tez...
Wszystkie sie boja bo nie wiadomo co bedzie....Maja tu dwa konwenty i ze wsgledu na duzo ilosc starych siostr ktore prawdopod. wroca wkrotce do Niemiec beda musieli jeden z nich rozwiazac...
Widze teraz skutki braku powolan....JEST TO TAKIE SMUTNE....to miejsce istnieje tu juz od 50 lat, zawsze byly siostry....
Prosze was MODLMY SIE O TO.... dla tego miejsca juz pewnie jest za pozno ale jest jeszcze tyle pracy, tyle miejsc..."

Modlimy się więc już teraz za nowych wolontariuszy - 3x"Zdrowaś Maryjo...", o nowe powołania misyjne - 1x"Zdrowaś Maryjo..." i za ewangelizację na Łotwie - 1x"Zdrowaś Maryjo...". I modlimy się też na spotkaniu - na które zapraszam!
x.Piotr

17.09.2008

Kazachstan - miesiąc po...

15 września minął miesiąc od mojego powrotu z Atyrau. Wstępnie nacieszyłam się rodziną, przyjaciółmi, domem, przyrodą, Polską. Wstępnie zmarzłam (skok z +40C do +14...). Wstępnie przytyłam. Teraz czas tęsknienia za ludźmi, którzy tam zostali. I czas dziękowania Bogu, że dał mi przeżyć taką przygodę. Bo pomyślcie - ilu z Was dziś pomyślałoby, że za miesiąc pojedzie na rok do Kazachstanu?... Pomysł zupełnie od czapy, nie?

Przechodzę teraz ścieżkami sprzed roku. Powakacyjny dzień wspólnoty i pierwszy apel o wolontariuszy. Powracające czytania. Na przykład Łk 5,1-11. Słowa "Wypłyń na głębię i zarzućcie wasze sieci na połów" potraktowałam wtedy jako wezwanie do pójścia wbrew mojej logice i rozsądkowi.

Teraz realizuje się dalsza część tej Ewangelii: "Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczęły się rwać." Wyjeżdżałam z wiolonczelą, laptopem i 10-kilogramową torbą; wróciłam z takim bagażem doświadczeń, nowych umiejętności praktycznych, inter- i intrapersonalnych, refleksji, wspomnień, osób w sercu, którego się nie spodziewałam. Nie liczyłam, że tyle dostanę.

Kasia, już nie z Atyrau.

16.09.2008

UKRAINA... marzec-wrzesień 2008

Slawa Isusu Chrystu!

To słowa jakie słyszy się tu najczęściej. Na dzień dobry, na pożegnanie...

Zaczął się nowy rok szkolny, w seli widać już jesień... tu lato kończy się wraz z końcem wakacji.. Nasze ukraińskie życie w Gwardijsku też powoli dobiega końca. Nadszedł czas podsumowań i refleksji.

Pół roku uczestnictwa w życiu tutejszej parafii, tutejszego Kościoła- to, co tu zobaczyłam i czego doświadczyłam- pozostanie we mnie na zawsze. Pokochałam tych ludzi i zawsze będę ich i to miejsce nosić w sercu. W sercu, które odtąd jest podzielone pomiędzy Polskę i Ukrainę.

Pożegnanie z czymś do czego się przywiązało nigdy nie jest łatwe. I chociaż jeszcze niedawno trudno mi było wyobrazić sobie, że niedługo zostawię ten świat i wrócę do normalnego życia to teraz z każdym dniem coraz łatwiej mi przychodzi myśl, że czas wracać.

Na wszystkie rzeczy pod niebem jest wyznaczona godzina. Bycie tu było dla mnie ogromną łaską, podarunkiem od Pana Boga. I Pan Bóg daje łaskę na każdy czas. Łaskę która jest potrzebna w danej chwili. Był ze mną gdy podejmowałam decyzję o wyjeździe i był kiedy przekonywałam siebie, że pora wracać. I teraz, kiedy każdy dzień przynosi pożegnanie z miejscem czy ludźmi, Bóg daje mi taki wewnętrzny pokój. Poczucie, że wszystko jest tak jak być powinno. I myślę tylko czasem, że teraz, kiedy wiele rzeczy już wiem, patrzę na to wszystko z góry, chciałabym zostać tu dłużej, zmienić to, co było nie tak, zrobić to, czego nie zdążyłam zrobić, przeżyć ten czas inaczej, owocniej. Ale wszystkie te doświadczenia pomogły wyciągnąć wnioski na przyszłość i stanowią pewne źródło natchnień, do którego na pewno nie raz jeszcze w życiu będę wracać.

Choć pół roku w perspektywie wieczności to niezbyt wiele ;) to tego, co działo się tu przez ten czas wystarczyłoby na grubą książkę. A moje przemyślenia zajęłyby drugi tom.

Był to niewątpliwie czas nawracania. Na początku poprzez ogromną radość, której doświadczałam każdego dnia. Ciepło i wsparcie od ludzi, radość dzieci, poznawanie języka i nowych miejsc. Ale Bóg nie szczędził także trudnych doświadczeń, pustyni. Jednakże z perspektywy czas wszystko układa się w piękną całość. Ludzie, których postawił na mojej drodze pozwolili mi odkryć prawdę o mnie, czasem bardzo miłą, budującą, a czasem niekoniecznie przyjemną. Ale poprzez świadectwo swojego życia dawali mi siłę do przyjęcia jej i zmieniania się. Postanowiłam więcej od siebie wymagać, gdyż o wiele rzeczy, aby się rozwijać, trzeba powalczyć, z wielu zrezygnować. I to ode mnie zależy w dużym stopniu jak będzie wyglądać moje życie. Chciałabym, żeby to było życie wynikające z modlitwy i przepełnione modlitwą. Modlitwą, którą tu na nowo odkryłam.

To tak krótko chciałam się podzielić po raz ostatni z Ukrainy moimi obecnymi ogólnymi przemyśleniami. Z czasem postaram się napisać konkretniej co tu się działo :)

Za wse Slawa Isusu Chrystu!!!

Agnieszka

6.09.2008

Litwa - Oaza Nowego Życia 1 stopnia w Taboryszkach

Jako moderator naszej diakonii prowadziłem w tym roku wspaniałe i głębokie rekolekcje oazowe na Litwie.
Całkowicie międzynarodowe, mimo małej ilości uczestników:
był jeden Litwin - Tomas, mówiący takze po rosyjsku i angielsku oraz pięknie uczący się mówić po polsku;
jedna Polka z Szetlandów (wyspy szkockie) - Emilka (polski i angielski);
trzy osoby z Polski - Monika, ciocia Zenia i ja (angielski i rosyjski także);
dwie Białorusinki - Galia i Aliesja (i litewski i rosyjski i pięknie polski i jeszcze...)
oraz 6 Polaków z Wilna i spod Wilna - Eliza (nie-Orzeszkowa), Jolia:),Vadim (Vandam) i Adam (nie-Mickiewicz), Renata (teatralna) i Erika (Ernesta) (wszystkie okoliczne języki).
Wielojęzyczność nie była cechą najbardziej charakterystyczną. Oczywiście jak to już na oazach Pan Jezus nas przyzwyczaił - jak na 1 stopniu - wielkie i piękne nawrócenia oraz przemiana życia. Najbardziej niezwykła jednak była ufność i wiara młodzieży oraz gotowość do przyjęcia trudnych warunków życia i woli Pana względem tego ile nas będzie i jaka jest nasza rola w Taboryszkach.
Kiedy pierwszego dnia po przyjeździe animatorów próbowałem coś zrobić żeby była ciepła woda w jedynej łazience jaką dysponowaliśmy i nie udało mi się to - rozmyślałem jakby tu wycofać się z tych rekolekcji albo je przenieść w inne miejsce i nie udało mi się nic naprawić - to od animatorek usłyszałem spokojne "To będziemy się myć w zimnej wodzie...":)
A gdy pierwszy dzień oazy zaczynaliśmy tylko z 3 uczestnikami - myślałem żeby z tego wszystkiego zrezygnować, zaś animatorki mówiły, że modlą się i wierzą iż mamy tu być... (Dopiero na świadectwie pod koniec oazy dziewczyny przypomniały mi, że sam do nich pisałem sms w czerwcu, że ja przyjadę do nich nawet tylko dla 3 uczestników - Pan to jest dokładny w sprawdzaniu - co?)
Uczestnicy dojechali - i choć było ich tylko 7 w sumie - to Pan ich kocha i cudownie zmienił im życie!!! I chciał tej oazy dla nich - mam nadzieję że niedługo sami też o tym tu napiszą. I okazało się że w naszych zajęciach czasami brało udział bardzo owocnie także 5 młodych osób z samych Taboryszek oraz codziennie kilkanaście kochanych dzieciaków z tej parafii (czasem nawet siedzieli z nami do 23.00 na cichej adoracji Najświętszego Sakramentu!!!
Słuzba i wiara animatorek z Litwy i Białorusi była dla mnie wzorem postawy Chrystusa Sługi.
Chwała Panu!
x.Piotr

Ps. Można z oazowiczami z Litwy pogadać na gronie. Zapraszam tu.

5.09.2008

Kazachstan - 4 pozytywne zdania podsumowania.

jak juz wiecie, nasza kazachska przygoda dobiegla konca..
tez czas teraz juz w Polsce jest dla mnie nie tylko czasem aklimatyzowania sie tutaj w, tak naprawde, mojej rzeczywistosci prawdziwej, lecz jest rowniez czasem podsumowania tych miesiecy spedzonych w Atyrau.
bez watpienia byl to czas dla mnie wazny. 9 miesiecy, ktore mialy wplyw na to jaka jestem teraz i na to jak moje zycie ma teraz wygladac, jak sie zmienic.
owocem sa zmiany, ktorych teraz dokonuje, decyzje, ktore podejmuje. juz bardziej odpowiedzialne, dorosle.
wazne jest tez dla mnie gdy mysle o Kazachstanie spojrzenie na powszechnosc Kosciola. na jego wielkosc, na potrzeby..
pewne jest to, ze Kazachstan i Atyrau, a przede wszystkim ludzie ktorych tam poznalam, mlodziesz, parafianie, ale rowniez ksieza i cala "NASZA" diecezja, wszystkie jej parafie, - pozostana gleboko w moim sercu i w mych modlitwach.
mam nadzieje, ze i Waszych..
naszym nastepcom zycze wielu owocow Ich pobytu tam w ich zyciu i w zyciu ludzi i parafii

natalia.

4.09.2008

Magnificat

Z wielu powodów wielka radość jest w naszych sercach pod koniec wakacji (w końcu większość z nas to studenci - czyli jeszcze mają wolne). Chcemy wyśpiewać z Maryją "Magnificat" za zakończoną (wyjazdem z młodzieżą atyrauską nad Morze Kaspijskie) pracę wolontariuszek Kasi i Natalii w Kazachstanie i kończącą się Agnieszki i Elwiry na Ukrainie (ciekawe czy wrócą tak uświęcone;). Na naszym sierpniowym spotkaniu diakonii witaliśmy "Kazaszki", a mam nadzieję, że na Dniu Wspólnoty 14.09 usłyszymy ich świadectwa. Mam też nadzieję, że wszystkie 4 już niedługo coś tutaj napiszą na podsumowanie swoich wyjazdów.
Co najmniej ja i Ania mamy też coś do opowiedzenia o wakacyjnych dziełach ewangelizacyjnych, w których uczestniczyliśmy na Ukrainie i Litwie, a Agata jest teraz na szkoleniu... Już niedługo będziemy więc pisać...
Jednakże zauważyłem, że Pan Bóg daje nam teraz czas oczyszczenia i zwolnienia tempa pracy. Do przyszłych wakacji na pewno nie będzie naszej współpracy z Gwardiejskiem na Ukrainie; Kenia została zastopowana przez "mających rozeznawać duchy"; nie wiadomo, czy w końcu zdecydują się wyjechać od października nowe wolontariuszki do Kazachstanu (przynajmniej ja po wakacjach nadal nie wiem), a i krótki wyjazd ewangelizacyjny do kolejnego kraju stoi pod dużym znakiem zapytania...
Ks. Franciszek Blachnicki często przecież także przechodził przez trudne wydarzenia: Stałym zaleceniem Ojca jest odmówienie Magnificat w każdej przeżywanej trudności. W pierwszym liście po zaaresztowaniu i likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości z marca 1961 roku pisze na początku: "Ufam, że Niepokalana sprawiła, iż przyjęłyście ze spokojem i poddaniem się Jej woli to, co zaszło i że nie zapomniałyście odmówić Magnificat. Nie trzeba się Jej też zanadto naprzykrzać prośbami o uwolnienie, raczej Jej to zostawić, a prosić o lepsze i ważniejsze rzeczy."
Plany mamy (nawet już w miarę konkretne na czas sylwestrowy) - ale ze spokojem modlimy się, rozwijamy się (mamy nadzieję na rozpoczęcie stałej współpracy z Centrum Formacji Misyjnej) i czekamy na znaki od Pana. Dlatego zapraszam na spotkanie Diakonii Misyjnej na Dniu Wspólnoty Diakonii 20.09 (jeśli się odbędzie) przy katedrze oraz 25.09 jak zwykle o 19.00 u MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie.
x.Piotr

31.07.2008

Przed nowym rokiem pracy - Kenia jednak niepewna

Po 9 miesiącach intensywnego dziełania mamy już prawie 10 tysięcy wejść na naszą stronę. Mamy nadzieję, że świadectwa wolontariuszy przyciągną Was tu jeszcze częściej.
Nasze pierwsze wolontariuszki - Kasia i Natalia - już niedługo wrócą z Kazachstanu po prawie roku służby. Z radością przywitamy je i przytulimy na naszym najbliższym spotkaniu w parafii MB Nieustającej Pomocy przy ul. Nobla na Saskiej Kępie 20.08 o 19.00. Przyjdź na to spotkanie żeby je z nami przywitać i posłuchać na żywo pierwszych wrażeń!
Mamy nadzieję że następcy się nie rozmyślą i od października trzy kolejne osoby wyjadą do Atyrau. Módlcie się gorąco za nich! A jeśli ktoś jeszcze się zastanawia nad Kazachstanem lub Ukrainą w tym roku - to niech się zgłasza - będziemy rozeznawać.
Niestety - musimy się trochę wstrzymać z Kenią... Pan Bóg dał wyraźny (choć trochę bolesny) znak przez naszą władzę kościelną, żebyśmy lepiej się jeszcze przygotowali do tego wyjazdu i poszukali jeszcze jednego chętnego małżeństwa do tej misji. SZUKAMY WIEC!!!
Poza tym - może od września ruszymy z adopcją na odległość dzieci z parafii o. Francisa (jeśli ktoś odpowiedzialnie za to się weźmie).
Na razie jednak - nasze MISIE z Kazachstanu i Kenii stojące kiedyś razem na Starym Mieście w Warszawie nie są jeszcze zwiastunami naszych wspólnych MISJI kazachsko-kenijskich.
Przygotowywaliśmy sie do tego kenijskiego wyjazdu i na lipcowym spotkaniu z lekarzem - misjonarką panią Jolantą, która pracuje w Zambii od 11 lat (mam nadzieję że niedługo będzie cały post o niej). Okazuje się, że jest ona także "Oazówką" z lat 70 w naszej diecezji (z parafii w Józefowie). Módlmy się także za nią - mamy w takim razie do odmówienia już codziennie co najmniej 6 razy "Zdrowaś Maryjo" - za Kasię, Natalię, Agnieszkę, Elwirę, Izę i Jolantę. (A jak ktoś by dodał jeszcze 5 za tych co mają wyjechać niedługo - to też by było dobrze).
Byliśmy także u siostry Przemysławy, która kiedyś współpracowała z naszym o. Francisem w Meru. Duuuuuuużo i pięęęęknie nam opowiadała.
I szykuje nam się kolejny krótki wyjazd na ewangelizację... Ale o tym - to na spotkaniu.
x.Piotr

30.07.2008

Kazachstan - polowanie na Włocha...





... odbywa się każdego niedzielnego wieczoru - za dwie siódma. Poszukuję trzech Włochów skłonnych przeczytać jedno z czytań lub modlitwę wiernych w czasie mszy. Zbystrzyłam się, że czekają oni do ostatniej minuty na dworze, bo kto wejdzie wcześniej, ten mur beton zostanie przeze mnie nagabnięty... Z początku mnie to irytowało, ale teraz spokojnie sobie czekam, czekam, czekam, aż w końcu się odważą wejść ;)

Muszę jednak oddać honor tym kilku wspaniałym, dzielnym, dyżurnym Włochom, którzy - o ile się pojawią - nigdy mi nie odmawiają i zawsze można na nich liczyć.






Z Amerykanami jest zresztą podobnie. Kiedy nie ma tych "pewniaków", robi się ciekawie. Zostają odmawiający lub niepewni. Niepewni o tyle, że nie wiem jak władają angielskim, bo fizjonomię mają południowo- lub wschodnioazjatycką. Jedynym testem jest moje pytanie, czy mogą przeczytać czytanie - i ich odpowiedź.




Na mszach w tygodniu mamy też ciekawą mieszankę narodowości. Dość częstym składem w pewnym okresie było: dwóch Hindusów, Malezyjczyk z paszportem australijskim, Rosjanka, Niemka, Koreanka, no i oczywiście Polacy - księża i my z Natalią. Specjalnego wymiaru nabierają wtedy słowa: "ukriepi, Gospadi, Cerkow Twaju razprastranionnuju pa wsiej ziemlje", co w polskim mszale brzmi: "pamiętaj, Boże, o Twoim Kościele na całej ziemi".
Być może ostatni raz z Kazachstanu - Kasia :)

20.07.2008

RPA - "Damon"

Byliśmy odwiedzić jedno z naszych dzieci, Damona. Damon ma 8 lat, ma AIDS i do tego jeszcze raka jelit. Rodzice jego obojga zmarli na HIV. Zyje teraz z babcia.

Był u nas 3 miesiące, ma juz 4 chemioterapie za sobą i wyniki ostatnie miał dobre.
Mieszka w bardzo biednych warunkach.

Odebraliśmy go z szkoły i nam pokazał drogę do swojego domu, sami byśmy w życiu tego nie znaleźli...
Dom jego leży bardzo daleko od innych, za górą piachu i śmieci...
Duzo tu już widziałam ale to mnie zatkało, może dlatego bo ktoś kogo znam, którego polubiłam tam w takich warunkach mieszka. Nie maja tam nawet prądu w domu, stoją lampy naftowe...
Ale babcia sie stara oto aby dostać prąd bo potrzebna jej lodowka aby chłodzić lekarstwa Damona.
Sprezentowaliśmy Damonowi buty
specjalne , baletowe bo lubi tańczyć...
Niestety okazało się ze za małe i muszę je wymienić, no ale za to mam pretekst aby przyjechać jeszcze raz.
Damon sie bardzo cieszył ze przyjechaliśmy, aż go zatkało...
Siedzieliśmy u niego nie długo bo było nas tyle ze aż nam było głupio...
Na scianie wisialo zdjecie Damona w pierwszy dzien szkolny a obok zdjecie zmarlej juz Mamy, byla taka ladna i mloda...bylam bliska lez gdy to widzialam...
Babcia Damona chyba mnie polubila bo to o
na mnie zapytala o moj numer telefonu aby zostac w kontakcie...i sie ucieszyla ze przyjade jeszcze raz...
Widziec taka biede dalo mi duzo do myslenia, zasmucilo mnie bardzo...
Dlaczego niektorzy musza zyc w takich warunkach a my mamy taki luksus i nawet nie wiemy o biedzie innych ludzi, albo i wiemy i nic w tym nie zmieniamy?

Ludzie tej dzielnicy wołali za nami ze pomyliliśmy drogę bo dawno nie widzieli dwóch tak ładnych samochodów w swojej biednej dzielnicy...
Kozy i psy wszędzie grzebiące w śmieciach, krowy w krzakach chroniące sie przed słońcem....

Ludzie bardzo kochani i życzliwi.

A jednak świadomość niezmocy i smutku... i gniew na wielka niesprawiedliwość...
Bog im kiedys wynagrodzi ta biede i cierpienie....

Damon kiedyś do mnie powiedział" Wiesz Iza, moja Mama już jest teraz aniołem...."
Iza

15.07.2008

Ukraina - letnie zajęcia

Sława Isusu Chrystu!

W końcu udało mi się usiąść i napisać parę zdań.. :)
Co u nas... A no żyjemy... Od naszego chwilowego wyskoku do Polski dużo się działo. Pierwszego dnia po przyjeździe z Polski byłyśmy na pielgrzymce do Gródka.
O 3.00 wyruszyliśmy: ks.Sasza, dk.Pasza, kl.Andrij, s.Kornelia, Basia, Tereska, 5 dzieci i my. I szliśmy, szliśmy, szliśmy.. 30 km. Bo w Gródku był odpust na św.Antoniego. I było uroczyście, było dużo ludzi, były stragany z ikonami, zabawkami, watą cukrową....:)
 
W niedzielę byli u nas neoprezbiterzy na swoich mszach prymicyjnych.
Podczas swojej formacji w seminarium byli u nas, w Gwardijsku, na praktykach; prowadzili katechezy, zajmowali się skautami. Często nas odwiedzali no i teraz przyjechali odprawić u nas mszę.
Wieczorem mieliśmy ognisko ze skautami.
Bardzo miło było. Bawiliśmy się,
śpiewaliśmy, wygłupialiśmy... Bo skauci lubią się bawić :)

W poniedziałek pojechaliśmy z rodzicami Agi 
do Kijowa.
Byliście w Kijowie? Bardzo ładne miasto. Ciekawe budynki,
śliczne cerkwie. Warto je zwiedzić!

Po powrocie z Kijowa nasze życie
wróciło do normy, dajmy na to ;) Teraz nie mamy tyle zajęć, jedynie w
Oleszkowcach spotykamy się z naszymi dziecmi. A tak na co dzień, to dbamy
o nasza plebanię ;) i robimy to, co trzeba na bieżąco. Sprzątamy,
pierzemy, prasujemy...
Gotujemy obiady dla całej gromady skautów, gdy
naszej pani Marysi nie ma, a skauci są i chodzą po drzewach ;) Od czasu do czasu zdobywamy
nowe umiejętności, np. prasowania sutann.
A czasem mają miejsce jakieś
specjalne wydarzenia. Na przykład byłyśmy na zakończeniu szkoły naszych
kilku skautów i uczniów j.polskiego.
Wygląda to troszkę inaczej niż u nas w
Polsce. Jest to wielka uroczystość, trwa ze 3 godziny, jest mnóstwo
piosenek i występów artystycznych..

W poprzedni poniedziałek pojechałam na rekolekcje z dziećmi. 5dniowe
rekolekcje wg. podręcznika 2*ODB.
Dzieci było koło 26, w wieku od 8 do 11
lat. Ja miałam starszą grupę dziewczynek. Bałam się bardzo, ale jeszcze bardziej 
chciałam jechać. Z początku ustaliliśmy, że będę animatorką
uniwersalną, tj. kuchnia i to co trzeba na bieżąco, ale 2 dni przed
wyjazdem okazało się, że jednak mam grupę. Ojj, ciężko było. Ciężko było
je wszystkie upilnować, uciszyć, zmobilizować do czegokolwiek... Ale jakoś
przeżyłyśmy. Z językiem nie było nawet źle, rozumiałam prawie wszystko co
mówiły (pod warunkiem, że nie mówiły 3 na raz), a i one mnie rozumiały.
Więc raczej korzystnie! Mieliśmy spotkania w grupach, hodowaliśmy fasolę,
zdobywaliśmy nowe umiejętności (np. określanie kierunku wiatru i rodzaju
chmur), chodziliśmy po lesie itp.

Aga w tym czasie była na pielgrzymce z
Kamieńca do Letyczowa. Z ks wikarym i skautami.

My wróciliśmy w sobotę, pątnicy w niedzielę i w niedzielę w nocy ks
proboszcz, Basia i Tereska pojechali do Polski, a my zostałyśmy tu z ks.Saszą i klerykiem.
Czasem mamy gości i  wtedy jest wesoło. Ostatnio było u nas dwóch diakonów.
Diakon Pasza zabrał nas na wycieczkę:
pokazał nam 2 strychy naszego kościoła. Fajnie tak popatrzeć sobie na kościół z góry :) 
Mieliśmy też gości z Lublina, którzy w drodze na
Krym zatrzymali się u nas.
Ale bywa i tak, że zostajemy tu całkiem same,
a wtedy robi się smutno. Bo tu zawsze jest pełno ludzi,
dużo radości, ciągle coś się dzieje...

To miejsce jest magiczne i niesamowite. Stało się moim miejscem. Miejscem, za którym tęsknię, gdy nie ma mnie tu przez kilka dni. Miejscem, w którym każdego dnia uczę się czegoś nowego. Miejscem, w którym poznaję siebie. Miejscem, które pokochałam i którego nie chcę opuszczać..

E. 

8.07.2008

Diakonia Misyjna - kim jesteśmy?

Po pół roku działalności - trzeba podsumować pracę i przedstawić naszą diakonię.

Przeszłość:

ZAMBIA – Małgorzata

Inspiracją do powstania Diakonii Misyjnej Ruchu Światło – Życie diecezji warszawsko – praskiej był wyjazd do Zambii animatorki ze wspólnoty na Tarchominie w Warszawie. Gosia chciała wyjechać do Afryki na trzy miesiące, sama zaczęła już organizować ten wyjazd, dużo czytała o misjach. My, jako wspólnota diecezjalna Ruchu Światło - Życie, kibicowaliśmy jej, ale też staraliśmy się pomóc. Między innymi na dniach wspólnoty organizowaliśmy zbiórki, by wspomóc finansowo ludzi do których jechała. I rzeczywiście, udało się – Gosia w 2006 roku wyjechała do Zambii. Moderator diecezjalny poprosił ją wówczas, żeby założyła blog. Jej wpisy miały pokazywać, co robi na Czarnym Lądzie, zachęcać do modlitwy za nią, ale i inspirować innych do myślenia: „Może ja też bym pojechał na misje”.

Kiedy ona wyjechała do Zambii, zaczęlismy myśleć o diakonii misyjnej, która dawałaby młodzieży szansę ewangelizowania także poza granicami, pozwalała doświadczyć Kościoła poza Polską i w takim wymiarze służyć.


KAZACHSTAN – Katarzyna i Natalia

W wakacje zeszłego roku (2007) biskup Janusz Kaleta z zachodniego Kazachstanu prosił oazowiczów o wolontariat misyjny w jego diecezji. Na ewangelizację przyjechał z grupą ks. Irek Kopacz z „Drogocennej Perły” – Międzynarodowej Diakonii Ewangelizacji z Carlsbergu. Ale biskup prosił, by na tych rekolekcjach się nie skończyło. Żeby do Atyrau przyjechał ktoś na dłużej, założył i poprowadził wspólnotę. Napisał nawet list do Ruchu Światło-Życie - ówczesny moderator diecezjalny odczytał go na Dniu Wspólnoty i na kanwie hasła roku „Idźcie i głoście” zaczął zachęcać do otwartości serca. Niemalże od razu zgłosiła się Kasia. Była na tyle zdecydowana, że wzięła urlop dziekański, a z drugiego kierunku studiów, który dopiero miała zacząć, zrezygnowała. Wtedy tym mocniej nawoływano, że skoro jest już jedna chętna, to niech znajdzie się i druga osoba, żeby mogły razem wyjechać. I zgłosiła się Natalia. Ostatecznie Kasia wyjechała w końcu października, a Natalia dołączyła do niej za miesiąc.

Wtedy właściwie powstała diakonia misyjna. Zaczęliśmy się spotykać, kiedy wyjechała Kasia, żeby wspólnie się za nią modlić. Potem ogarnęliśmy modlitwami Natalię i kolejne wyjeżdżające osoby.

UKRAINA

– Kasia i Natalia wyjechały do Kazachstanu na rok. Nie wiedzieliśmy, czy tyle wytrzymają. A że biskup Janusz przekonywał, że powinniśmy zadbać o kontynuację, by kolejne osoby rozwijały rozpoczęte dzieło ewangelizacji, to szukaliśmy następnych wolontariuszy już wcześniej, z myślą, że jakby dziewczyny nie dały rady, to zmienimy je po półrocznym pobycie. Zgłosiły się następne dwie nowe animatorki. Ponieważ zbliżała się zimowa przerwa międzysemestralna, zaczęły załatwiać urlopy dziekańskie na uczelniach. Tymczasem nie udało się na czas skontaktować ani z dziewczynami, ani z biskupem Kaletą. W końcu okazało się, że Kasia i Natalia chcą zostać do końca sierpnia w Kazachstanie. Tyle że Agnieszka i Elwira, były już gotowe do wyjazdu. Okazało się więc, że mamy wolontariuszy, a nie mamy gdzie ich wysłać. Wtedy zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie mogłyby wyjechać. Zwróciliśmy uwagę na kraje rosyjskojęzyczne, bo dziewczyny mówią po rosyjsku i szkoda by było ten talent zmarnować na przykład w Ameryce Łacińskiej.

W międzyczasie okazało się, że jest drugie pole, na którym mogłaby rozwinąć działalność Diakonia Misyjna. Można wyjeżdżać na krótkie rekolekcje do jakiegoś kraju, żeby poprowadzić tam ewangelizację i w ten sposób wesprzeć ludzi, którzy na miejscu pracują z młodzieżą lub z dorosłymi. Ks. Paweł Rossa z archidiecezji warszawskiej, pracujący na Ukrainie, zaprosił nas na rekolekcje adwentowe w Szaróweczce k. Chmielnickiego w diec kamieniecko - podolskiej. Do stałych osób z diakonii misyjnej dołączyli inni, w tym dwa małżeństwa z Domowego Kościoła i poprowadziliśmy wspólnie rekolekcje ewangelizacyjne.

Niedaleko Szaróweczki pracuje ks. Jarek Gąsiorek, moderator diecezji kamieniecko-podolskiej Ruchu Światło-Życie. Mieliśmy okazję go poznać. Kiedy powiedział, że potrzebowałby kogoś, kto poprowadziłby u niego w parafii Dzieci Boże, zdecydowaliśmy, że nasze dwie wolontariuszki wyjadą do Gwardiejska na Ukrainę. Dziewczyny wracają w sierpniu, by móc uregulować sprawy związane z nowym rokiem akademickim.

W ten sposób stanęło przed nami nie lada wyzwanie. Teraz potrzebujemy nie tylko dwóch wolontariuszy do pracy w Kazachstanie, ale jeszcze dwóch na Ukrainę, by kontynuować pracę, którą rozpoczęły dziewczyny. Skoro już Pan Bóg otworzył przed nami to pole działalności, to trzeba na nim pracować.

Krótkie rekolekcje ewangelizacyjne – BIAŁORUŚ I LITWA

Niedługo potem ks. Irek Kopacz zaprosił młodzież z naszej diakonii do współpracy przy ewangelizacji w Siniło w Mińsku Białoruskim. W zimowej przerwie międzysemestralnej okazało się, że jest jeszcze zapotrzebowanie, żeby w Landwarowie na Litwie poprowadzić rekolekcje dla Polaków z tej parafii – i dla młodzieży i dla dorosłych. Piękne jest to, że my właściwie nie szukamy kolejnych miejsc. Modlimy się, rozeznajemy. Mówimy: Panie Boże, my jesteśmy chętni, gotowi, powiedz gdzie, a my się będziemy martwili jak. W sierpniu w ramach pracy diakonii będzie oaza 1 stopnia dla polskiej młodzieży z Litwy w Taboryszkach k. Wilna.

HISZPANIA

– Hiszpania... Któraś z dziewcząt z diakonii misyjnej była na Europejskich Spotkaniach Młodych w Szwajcarii. Tam spotkała księdza z Barcelony z Premiá de Mar, który zachwycił się jej opowieściami o młodzieży z Polski, ich wierze, działalności Ruchu Światło-Życie. Kiedy dowiedział się, że istnieje diakonia misyjna i wyjeżdża, by animować rekolekcje poprosił, by przyjechać także do niego. W parafii ma ok. 20 młodych osób i chciał by młodzi z Polski przyjechali do nich na rekolekcje. No i pojechaliśmy.

Rekolekcje tam były zupełnie inne. Ciężko było zebrać młodzież na jakąkolwiek działalność religijną. W zasadzie nawet nie były to rekolekcje, bo właściwie spotkania rekolekcyjne były tylko dwa. Z chęcią przychodzili na boisko, na uroczysty obiad, poszli na dyskotekę, ale modlitwa, Msza święta? – to było dla nich niezrozumiałe. Do Hiszpanii nie pojechaliśmy do ludzi niewierzących, nie stanęliśmy na ulicach, by głosić, ale jechaliśmy do parafii. Jednak parafia pod Barceloną była parafią zimną, jeśli chodzi o wiarę. Dla tych młodych Katalończyków było nie do pojęcia, że młodzież z Polski tak mówi o Panu Bogu jak o kimś, żywym, kto jest bardzo blisko, że chcą się codziennie modlić, chodzić na Mszę św. Teraz w listach piszą do polskich oazowiczów, że te spotkanie odmieniło ich.


Ile właściwie osób działa w diakonii misyjnej?

– Na spotkania regularnie, co miesiąc przychodzi około 10 osób. Stałym miejscem spotkania stała się salka oazowa przy parafii MB Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie w Warszawie. Jak w każdej diakonii, w jej pracy uczestniczą osoby po 2 stopniu. Ale na misje wysyłamy dopiero po KODA i 3 stopniu. To oczywiście dotyczy wspólnot młodzieżowych. Rodziny wyjeżdżają już po 1 stopniu Oazy Rodzin.

Trzeba przyznać, że diakonia misyjna stała się domeną młodych. Choć spotkania odbywają się co miesiąc, to jakoś trudno rodzinom zaangażować się w diakonię. Wydawałoby się, że spotkanie raz w miesiącu to nie jest nie wiadomo jakie wyzwanie, mimo to rodzinom trudno je podjąć. I dlatego są trochę z doskoku. Są wprawdzie małżeństwa, które mówią: „Księże, za każdym razem, gdy będzie jakiś wyjazd, jesteśmy gotowi przyjechać, ale na spotkanie nie damy rady”.

Na wyjazdy zgłaszają się w pierwszym rzędzie osoby z diakonii, ale prosimy też o wsparcie innych. Przy okazji rekolekcji poszukujemy zwłaszcza rodzin. Ostatecznie grupa ta ma więc jeszcze spotkanie osobno, na którym konkretnie omawia konkretną ewangelizację.

Sprawy finansowe

– Staramy się szukać sponsorów, choć wyjeżdżający też oczywiście ponoszą częściowo koszty. Gdy nie ma żadnych wyjazdów, to i w kasie jest pusto. Kiedy zaczynają konkretyzować jakieś plany, zaczynamy szukać zaplecza finansowego. Odwołujemy się wtedy do wspólnoty diecezjalnej, prosimy o wsparcie na dniach wspólnoty, zwracamy się do moderatora diecezjalnego. Jeszcze przed odejściem z Warszawy abp Sławoj Leszek Głódź zaaprobował wyjazd młodzieży do Hiszpanii, by ewangelizować rówieśników i trochę nas też dosponsorował.

Jeśli idzie o dłuższe pobyty – miejscowi misjonarze uczestniczą w zobowiązaniach finansowych, my jako diakonia szukamy zasadniczo pieniędzy na ubezpieczenie i dojazd. W tym wszystkim potrzeba też wielkiego zaufania Bogu. Kiedy wyjeżdżała Kasia i Natalia mogły wziąć do samolotu tylko po 20 kg bagażu, a wiadomo, że dla kobiety na rok to za mało. Szukaliśmy więc kogoś, kto by dowiózł im potrzebne rzeczy. Zwłaszcza, że one co chwila mają jakieś prośby, a to o materiały, o kasety, chustę Klanzy itd. Okazuje się, że w Sulejówku jest firma przewozowa, która czasem coś dowozi z Warszawy do środkowej Azji. Panowie bez problemu się zgodzili i kiedy tylko tir jedzie do Kazachstanu, zawsze możemy dorzucić coś dla dziewcząt. I to jest piękne, że właściwie to wszystko już na nas czekało, my tylko wypełniamy to, co Pan Bóg przygotował. Pomaga nam firma Direx


– Co dokładnie robią dziewczyny, które wyjechały na Ukrainę i do Kazachstanu?

– Najprościej chyba powiedzieć, że świadczą życiem i robią to, co jest tam na miejscu potrzebne. W Atyrau Kasia i Natalia gotują, pomagają w prowadzeniu biura parafialnego, prowadzą stronę internetową parafii, animują chór, przygotowują scenki z młodzieżą na święta. Ksiądz biskup zaprosił je tam przede wszystkim, by poprowadziły pracę oazową, żeby pracowały jako wolontariuszki z Ruchu Światło-Życie. Co docelowo – jeśli Pan Bóg będzie chciał – ma doprowadzić do powstania tam wspólnoty oazowej.

Już widać owoce pracy dziewczyn. W Atyrau na razie powstała grupa młodzieżowa. Są to bardziej spotkania biblijne niż typowo oazowe, bo tym ludziom trzeba tłumaczyć wszystko od początku, często nie są nawet ochrzczeni. Także język sprawia, że spotkania te są bardzo proste. Ale są i sukcesy. Natalia nie znała rosyjskiego prawie w ogóle, kiedy wyjechała, a ostatnio pochwaliła się, że poprowadziła niemal całe spotkanie po rosyjsku. Na szczęście są też pod ręką siostry i ksiądz misjonarz to kiedy trzeba pomogą z językiem na spotkaniu.

Mamy blog diakonii (http://www.wpraga.oaza.org.pl/dmis/), więc co jakiś czas pojawiają się nowe wpisy dziewczyn, mamy bieżące wiadomości o ich pracy w Kazachstanie. Raz na dwa tygodnie rozmawiamy z nimi na Skypie. Kiedy rozmawiamy z nimi, to widzimy, że one tam przede wszystkim poznają siebie. Są wyrwane ze swoich środowisk, właściwie wsadzone w małą grupkę ludzi. Jeśli my nie będziemy ciągle przypominać, że ci misjonarze są i czekają na nasza modlitwę, naszą pamięć, to będą się czuć osamotnieni. Choć z drugiej strony trzeba umieć przyjąć ten dar ekonomii Bożej.

Na Ukrainie dziewczyny bardziej poznają, co to znaczy pracować w środowisku wierzących. I doświadczają daru kraju, w którym na co dzień żyjemy, w którym kultura przesiąknięta jest wiarą i katolickością, a tam nie. Dla tych ludzi wszystko jest nowe, dziwne, trzeba im tłumaczyć wszystko od podstaw.

Są więc dwa kierunki naszego działania: wolontariat dłuższy i wyjazdy rekolekcyjne. Co prawda na Wschodzie – na Ukrainie, Białorusi czy Litwie – ci ludzie w naturze swojej mają więcej pobożności. Ale przecież wszędzie są ludzie, którym trzeba głosić Ewangelię i żywego Jezusa Chrystusa, i nie ma tu podziału na Europę zachodnią i wschodnią.

Działalność misyjna Oazy w naszej diecezji była już dużo wcześniej, chociaż myśmy o tym nie wiedzieli. I tak na przykład Gosia, która wyjechała do Zambii w 2006 r., na miejscu, w szpitalu, w którym pracowała spotkała polską lekarkę, też osobę świecką – Jolantę Podolską. Okazało się, że jest ona oazowiczką z lat 70. i 80. z Józefowa od księdza Bogdana Giertugi, dawnego moderatora archidiecezji warszawskiej. Wyjechała na misje po pełnej formacji oazowej i to dużo, dużo wcześniej niż myśmy zaczęli działać Z kolei Adam Rostkowski, był animatorem lat 90. i pochodzi z Gocławia wtedy też zaczął wyjeżdżać na misje.

Jeżeli udałoby się rozwinąć działalność także w innych diecezjach byłoby to na pewno z korzyścią dla Ruchu. Jest to jakaś nowa propozycja, która dla młodzieży nawet tak po ludzku jest czymś fajnym, intratnym, ciekawym. W dalszej perspektywie, gdy gimnazjalista widzi, że ma rozpocząć teraz formację to może stać się ona dla niego czymś konkretnym: „Aha, to ja dojrzewam w tym swoim chrześcijaństwie do tego stopnia, żeby kiedyś móc pojechać dzielić się wiarą, może nawet w Afryce”. Taka jest kondycja człowieka, że potrzebujemy także ludzkiej, ziemskiej zachęty, żeby robić także rzeczy Boże.

Działanie misyjne nie mogłoby nigdy stać się najważniejsze w działalności Ruchu, ale trzeba przyznać, żeśmy je też zaniedbali. I Jan Paweł II, i Benedykt XVI prosili Polaków, żebyśmy podzielili się swoją wiarą z innymi.

Stworzenie takiej diakonii pokazuje, że jest ewangelizowanie na krańcach świata jest możliwe. Nie tylko teoretycznie, ale są ludzie – nie jacyś mityczni misjonarze nie wiadomo skąd, ale nasi koledzy i koleżanki ze wspólnoty – którzy pojechali na misje. I usłyszałem głos Pana mówiącego: "Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?" Odpowiedziałem: "Oto ja, poślij mnie!" (Iz 6,8) – to słowa są zamieszczone na naszym blogu misyjnym. Diakonia otwiera ludziom perspektywę, żeby móc też odpowiedzieć Bogu: "Oto ja, poślij mnie!"



Misyjne wyjazdy diakonii:

09-12.2006 – wyjazd Gosi do Zambii (3 mies)

28.10.2007 – wyjazd Kasi do Kazachstanu (na rok)

25.11.2007 – Natalia dołącza do Kasi w Artyrau (na rok)

29.11-2.12.07 – Białoruś - Siniło

8-12.12.07. rekolekcje ewangelizacyjne w Szaróweczce koło Chmielnickiego na Ukrainie.

16-24.02.08 – rekolekcje ewangelizacyjne w Landwarowie pod Wilnem na Litwie

13.03.08 – wyjazd Agnieszki i Elwiry do Gwardiejska na Ukrainie (na pół roku)

16-23.04 – ewangelizacja w Premia de Mar pod Barceloną w Hiszpanii


Przyszłość:

  1. Pierwsza połowa sierpnia 2008 – Oaza 1 stopnia dla 15 młodych Polaków z Litwy w Taboryszkach (40km od Wilna)
  2. Połowa września 2008 – wyjazd do Gwardiejska Eweliny (na rok).
  3. Początek października 2008 – wyjazd do Atyrau Justyny i Jowity z naszej diecezji oraz Przemka z archidiecezji łódzkiej (na rok).
  4. Kenia???

Kenia:

– Kilka lat temu pewien ksiądz z Kenii – Francis Gaciata, który wcześniej pracował z siostrą zakonną z Polski, odwiedził ją w Legionowie i został na prawie miesiąc. Tam poznał krąg Domowego Kościoła. Tak się zachwycił tymi spotkaniami, działalnością rodzinnej gałęzi Ruchu Światło-Życie, że błagał wręcz, by jakieś małżeństwo wyjechało i założyło krąg u niego w parafii w Kenii. Minęło już parę lat, ale teraz, gdy powstała diakonia misyjna, próbujemy na tę propozycję z Kenii odpowiedzieć. Ks. Francis prowadzi Fundacje „Shepherds of Live” w diecezji Meru http://www.sol.virtualactivism.net/about.htm; Byliśmy u siostry ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek św. Rodziny: s. Przemysława Wojak, która pracowała z nim i bardzo go popiera.

Jeden z listów od niego:

"Alleluja - Let this light burn burn burn ,all for Jesus

Drogi Księże Piotrze i Moi Ukochani Przyjaciele Marzeno, Marcinie, Sylwio…

Na wstępie dziękuję bardzo za tę myśl i chęć napisania do mnie. Powiem Wam coś o sobie, co na pewno już Wam przekazali moi przyjaciele.

Nazywam się Fr.Francis Gaciata, ukończyłem studia teologiczne w Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża, prowadzonym przez Opus Dei. Jestem jednak księdzem diecezjalnym.

Moja diecezją jest MERU. Moim biskupem jest RT Rv.SALESIOUS MUGAMBI.

W diecezji jestem odpowiedzialny za zarządzanie [stewardship], koordynuję w imieniu biskupa wszelkie sprawy związane ze sprawami personalnymi.

Rozpoczęliśmy program dla życia rodziny, mający wspierać je na drodze do życia na wzór Świętej Rodziny. Program ruszył w odległej okolicy, która teraz jest dużą parafią pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu, gdzie jestem wikariuszem.

Kiedy byłem w Polsce, byłem bardzo szczęśliwy, że mogłem spotkać rodziny z sześciorgiem i więcej dziećmi. Usłyszałem o tym wszystkim, czym się zajmują. Podzieliłem się tym z Biskupem, a on powiedział, że taka grupa mogłaby stać się źródłem wsparcia i zachęty dla świętości i zdrowia rodzin w Meru. Modlę się o to wciąż, odkąd wyjechałem z Polski.

Drogi Księże, zapewniam Cię, że z mojego niewielkiego doświadczenia wiem, że DZISIAJ POTRZEBUJEMY TAKIEJ GRUPY. CHRZEŚCIJAŃSTWO JEST OBECNIE BARDZO SŁABE. INNE RELIGIE STAJĄ SIĘ CORAZ MOCNIEJSZE. POTRZEBUJEMY LUDZI, KTÓRZY BĘDĄ PORUSZAĆ, KTÓRZY STANĄ I BĘDĄ ŚWIADCZYĆ.

Księże, uruchomiliśmy również program dla ubogich dzieci. Tutaj HIV/AIDS sprawiło, że wiele dzieci jest sierotami, a braki w edukacji pozbawiają nadziei wiele rodzin.

Mamy 190 dzieci bez rodziców, które się uczą. Są też inne, jest ponad 210 dzieci, które nie mają szkoły.

Ok.”

Czy pojedziemy do Kenii? Zależy od Pana Boga i Władzy Kościelnej.

Zapraszamy do nas na spotkanie Diakonii Misyjnej.

Stałym miejscem spotkania stała się salka oazowa przy parafii MB Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie w Warszawie

Kontakt do nas : diakoniamisyjna@gmail.com


6.07.2008

RPA - wysłuchane modlitwy

trochę czasu minęło od mojego ostatniego maila!
Cena żywnosci u nas wzrasta bezlitosnie, prawie o 100%. Niektorzy juz sie tylko odzywiaja od kaszy (tzw.Pup) i warzyw. Mieso i ryz sa za drogie! Kto by pomyslal w tak nowoczesnym RPA! Oczywiście bogatych ludzi stać na wszystko, mowa tu o ludziach biednych lub takich ktorzy sa blisko temu, a jest ich coraz wiecej!
Sytuacja jest ogolnie napieta.
Tez tu w pracy, pielegniarki sa przepracowane, jak dwie zachoruja a sa trzy na dyrzurze, to ta jedna pozostala musi pracowac za trzech, pracodawca nie zorganizuje zastepstwa, ludzie nie maja prawa chorowac..... taki system teraz tu wprowadzili....
Mamy i tak juz za malo personelu, to jeszcze tym nam utrudniaja prace.
Nic dziwnego ze za plecami sie gada i atmosfera jest napieta.
Teraz cos o wysluchaniu moich goracych modlitw i waszych mysle ze tez.
Pamietacie jak wam pisalam o malej dziewczynce ktora byla u nas nie cale 24
godzin i sie okazalo ze jest zbyt slaba i chora aby przezyc? I lekarze i wszyscy ja juz spisali na straty?
Wciaz walczy, i w nasteptnych dniach do nas wraca!
Jest szansa ze bedzie ok!
Bog ma swoje sposoby, dziecko, ktoremu nikt nie dawal szansy i nadzieji wciaz zyje i
walczy!
Na razie o tym tyle, bede wa
m pisala czasem o niej!
Nie moge sie doczekac jej przyjazdu!
Iza